Skip to content

XVII Niedziela zwykła

Jeden z polskich ośrodków badania opinii publicznej przeprowadził w ubiegłym roku ciekawe badanie dotyczące deklarowanej hierarchii wartości Polaków do 44. roku życia. Okazuje się, że dla zdecydowanej większości ankietowanych najcenniejszą wartością w życiu jest rodzina, następnie zdrowie, uczciwość, spokój, bezpieczeństwo finansowe, wolność i niezależność, ochrona prywatności oraz wiele innych ważnych rzeczy. Spośród 21 wymienionych wartości wiara znalazła się dopiero na 18. miejscu – przed sławą, bogactwem i kontaktem z kulturą. Wiara jest istotna dla połowy badanych (w tym bardzo ważna jedynie dla 19%), a dla jednej trzeciej (34%) pozostaje bez większego znaczenia.

Jezus mówi nam dzisiaj w przypowieściach o znalezionym skarbie i drogocennej perle, których odkrywcy potrafili poświęcić wszystko, co posiadali, aby wejść w posiadanie tego skarbu. Jezus mówi, że tym skarbem jest Królestwo niebieskie. Ma ono taką wartość, że dla jego osiągnięcia warto poświęcić wszystko. W tradycji katolickiej przypowieści te zachęcają do refleksji nad życiowymi priorytetami. Święci i męczennicy często przedstawiani są jako ci, którzy odkryli „perłę” wiary i oddali za nią wszystko. Historia Kościoła pełna jest przykładów osób, które, idąc za tym przesłaniem, osiągnęły świętość, rezygnując z ziemskich sukcesów na rzecz duchowego bogactwa. Królestwo Boże nie jest jednak jedynie zbiorem wartości czy zasad moralnych. Jest ono przede wszystkim życiem w jedności z Jezusem Chrystusem, który jest największym Skarbem człowieka. Warto dzisiaj postawić sobie pytanie: Czy Bóg rzeczywiście zajmuje pierwsze miejsce w moim życiu? Czy wiara prowadząca mnie do Niego jest dla mnie najcenniejszym skarbem?

Królestwo Boże wymaga mądrości i odwagi. W codzienności można przyzwyczaić się do perły. Można traktować ją jak jedną z wielu rzeczy. Można przestać doceniać jej wartość. Oczy z czasem przyzwyczajają się do patyny, która na niej osiada, i instynktownie zaczynają szukać czegoś błyszczącego. Perła, skarb, jakim jest Królestwo Boże, nie są dobrami, których nie można utracić. Możemy je odrzucić lub zaniedbać. Codziennie grozi nam zamiana tej perły na tanie świecidełka, substytuty (pseudowartości), które przynoszą jedynie krótkotrwałą przyjemność.

o. Piotr Andrukiewicz CSsR

Pójście za Chrystusem zawsze wiąże się z ryzykiem i wymaga odwagi. Alessandro Pronzato sparafrazował dzisiejszą przypowieść z punktu widzenia współczesnego człowieka: „Królestwo Boże jest podobne do człowieka, który nabył polisę ubezpieczeniową przeciw ewentualnym wypadkom w zaświatach”. Jezus daje nam skarb i szczęście, a nie jedynie zabezpieczenie. Nie udziela gwarancji przeciw ryzyku, ale przeciwnie – proponuje największe ryzyko: ryzyko wiary.

Salomon w dzisiejszym pierwszym czytaniu nie prosi Boga o bogactwo ani o władzę. Prosi o mądrość, która polega na umiejętności rozróżniania dobra i zła. Dzięki tej mądrości potrafi właściwie wybierać. Skarb Królestwa Bożego posiądą ci, którzy uznali wiarę i związane z nią wartości za rzecz najważniejszą w życiu. Jeszcze bardziej – posiądą go ci, którzy wybrali samego Chrystusa jako największy Skarb swojego życia. Wybrali to, co uznali za najcenniejsze i co trwa na wieczność.

Czy idziesz śladem człowieka, który znalazł skarb ukryty w roli i zdobył go? Czy idziesz śladem poszukiwacza pereł, który potrafił oddać wszystko za jedną perłę? Czy widzisz w Bogu, który jest najwyższą Mądrością, swój skarb, najpiękniejszą perłę?

Prośmy dziś Boga o serce Salomona, abyśmy potrafili rozpoznać prawdziwy Skarb, którym jest Jezus Chrystus, i nigdy nie zamienili Go na to, co przemija.

XVI Niedziela zwykła

więty Paweł Apostoł porusza bardzo ważny temat – modlitwy. Któż z nas nie ma problemu z modlitwą i nie zastanawia się, czy podoba się ona Bogu, czy Bóg jej wysłuchuje i co uczynić, aby Mu się podobała i przynosiła błogosławione owoce w naszym codziennym życiu. Takie pytania nurtowały również pierwszych chrześcijan. Jak się modlić się, by czynić to dobrze? Święty Paweł dostrzega nie tylko swoją, ale i naszą słabość w relacji do Boga podczas modlitwy, która jest rozmową. Wie, że tak naprawdę nikt z nas nie umie modlić się dobrze, ale też podkreśla, że podczas modlitwy nie jesteśmy sami. Duch Święty przychodzi nam z pomocą – gdy nie umiemy modlić się tak, jak trzeba, przyczynia się za nami w błaganiach, których nie możemy wyrazić słowami. Moja modlitwa bowiem to nie tylko słowa, ale to cała moja postawa, cały ja – wszystko to, kim jestem, jest zwróceniem się do Boga. Modlą się mój umysł, serce, a także moje ciało. Moja modlitwa określa mnie takim, jakim jestem. Jeśli ktoś chce ocenić jakość mojej modlitwy, niech spojrzy na moje życie.

Na świecie nie jesteśmy sami, są ludzie dobrzy, ale są także ci źli. Przypomina nam o tym w Ewangelii św. Mateusz w przypowieściach Jezusa. Wzrastamy wśród ludzi, którzy może tak jak my są takimi kłosami zbóż, ale są i tacy, których Ewangelia nazywa chwastem. Bóg pozwala rosnąć wszystkim aż do żniwa. Druga przypowieść w dzisiejszej Ewangelii mówi o ziarnku gorczycy. Mimo że to jedno z najmniejszych ziaren, to gdy wykiełkuje i wyrośnie, staje się drzewem. Chrystus uczy, że nasza wiara, choć może na początku mała i słaba, poprzez relację z Bogiem może wyrosnąć nawet bardziej niż kłosy zbóż na polu i stać się drzewem, w którym ptaki znajdą dla siebie gniazda. I trzecia przypowieść – o królestwie niebieskim. Jest ono „podobne do zaczynu, które pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło”. Te przypowieści są drogowskazem dla naszego codziennego życia, także tego wakacyjnego. Może będziemy jak zboże pośród chwastów, może nasza wiara będzie się chwiała i spojrzymy na innych, myśląc, jak daleko jesteśmy od Boga, a może nie będziemy wiedzieli, jak się zachować wśród tych, którzy są daleko od Kościoła, i będąc małym „zaczynem”, swoją postawą, świadectwem wiary przyczynimy się do tego, aby pozwolił on przemieniać ludzi obok nas?

Uczniowie dopytują o pierwszą przypowieść – o chwaście. Dla nas jest może najbardziej czytelna. Apostołowie nie rozumieli, dlaczego w ten sposób Jezus do nich przemawia, ale On pewnie chciał ich troszeczkę zmusić do myślenia o tym, co mówi. Jezus nie straszy końcem świata, ale przypomina nam, że będziemy żyć wiecznie, a zatem nasza postawa będzie miała swoje konsekwencje po naszej śmierci. Przyjdzie czas, kiedy będziemy musieli zdać relację z tego wszystkiego, co uczyniliśmy, jakimi ludźmi byliśmy, czy nie dopuszczaliśmy się zgorszenia i nieprawości. Mam wielką ufność i nadzieję w Panu i myślę, że starając się żyć po chrześcijańsku, będziemy tymi sprawiedliwymi…

 O. Waldemar Pastusiak, paulin

XV Niedziela zwykła

Chrystus często nawiązuje w swoim nauczaniu do różnych obrazów z codziennego życia i otaczającej nas przyrody. Wykorzystuje proste przykłady, które mają nam ułatwić zrozumienie słowa Bożego kierowanego do nas przez Jezusa. Dziś w Ewangelii Jezus opowiada o siewcy, który wyszedł siać ziarno. Część ziaren padła na drogę, część na grunt skalisty, część między ciernie, a część na żyzną ziemię. To samo ziarno zostało zasiane wszędzie, ale tylko na dobrej ziemi wydało obfity plon. Ziarno oznacza słowo Boże, które Bóg kieruje do każdego człowieka. Gleba symbolizuje nasze serce.

Warto jednak zauważyć, że w tej przypowieści ważna jest nie tylko gleba, ale także samo ziarno. Jezus porównuje słowo Boże do ziarna, ponieważ posiada ono w sobie życie i moc wzrostu. Słowo Boże jest żywe i skuteczne. Ma moc przemieniać ludzkie serce, nawet wtedy, gdy wydaje się ono twarde, skaliste lub pełne cierni. Bóg nie przestaje siać swojego słowa i cierpliwie działa swoją łaską w sercu człowieka.

Ziarno pada na ubitą drogę i zostaje wydziobane przez ptaki. Oznacza to człowieka, który słyszy Ewangelię, ale nie dopuszcza jej do swojego serca. Jest to serce zamknięte na słowo Boże. Taki człowiek może być zajęty własnymi sprawami, obojętny wobec Boga lub przekonany, że nie potrzebuje Jego wskazówek. Słowo Boże nie zapuszcza korzeni i szybko zostaje zapomniane. Ktoś uczestniczy we Mszy Świętej, słyszy piękne kazanie, ale już po wyjściu z kościoła nie pamięta, o czym było, i nie próbuje zastosować usłyszanych treści w swoim życiu.

Gdy ziarno pada na grunt skalisty, na początku szybko kiełkuje, ponieważ jest tam mało ziemi. Jednak gdy przychodzi słońce, roślina usycha. To obraz człowieka, który z entuzjazmem przyjmuje Boga, ale jego wiara nie ma głębokich korzeni. Jest to wiara powierzchowna. Gdy pojawiają się trudności, cierpienie, wyśmiewanie lub wymagania Ewangelii, łatwo się poddaje. Ktoś po rekolekcjach postanawia codziennie się modlić, ale po kilku dniach rezygnuje, bo brakuje mu czasu lub zapału.

Następnie ziarno pada między ciernie. Wzrasta, ale zostaje zagłuszone przez ciernie. Są nimi troski życia, pogoń za pieniędzmi, karierą, wygodą i różnymi przyjemnościami. Jest to serce podzielone. Człowiek nie odrzuca Boga całkowicie, ale pozwala, aby inne sprawy zajęły pierwsze miejsce. W rezultacie wiara staje się słaba i nie wydaje owoców. Ktoś wierzy w Boga, ale tak bardzo pochłaniają go praca, zakupy, media społecznościowe czy rozrywka, że nie znajduje czasu na modlitwę, rodzinę i rozwój duchowy.

I wreszcie ziarno pada na żyzną ziemię. Dobra ziemia przyjmuje ziarno, pozwala mu wzrastać i wydawać plon. To człowiek, który słucha słowa Bożego, rozumie je, rozważa i wprowadza w życie. Jest to serce otwarte na Boga. Nie oznacza to człowieka idealnego, ale takiego, który każdego dnia stara się żyć Ewangelią i ufa Bogu nawet w trudnościach. Ktoś regularnie czyta Pismo Święte, modli się, przebacza, pomaga innym i stara się podejmować decyzje zgodne z nauką Chrystusa.

Dobra ziemia nie oznacza serca doskonałego, wolnego od wszelkich słabości. Nawet święci przeżywali chwile oschłości, zwątpienia i upadków. Dobra ziemia oznacza serce pokorne, które pozwala Bogu działać i nieustannie powraca do Niego pomimo swoich niedoskonałości.

Przypowieść o siewcy pokazuje nam różne postawy ludzi wobec słowa Bożego. To samo ziarno pada na różne rodzaje gleby, ale tylko na dobrej ziemi wydaje obfity plon. Wszystko zależy od postawy naszego serca. Posłuchajmy następującej historii.

Jezus nie opowiada tej przypowieści po to, abyśmy oceniali innych, ale abyśmy spojrzeli na własne serce. Każdy z nas może czasem być drogą, skałą lub ziemią pełną cierni. Ważne jest, aby nieustannie przygotowywać swoje serce na przyjęcie Bożego słowa poprzez modlitwę, sakramenty i codzienne życie Ewangelią.

Szczególną pomocą na tej drodze są sakramenty. W Eucharystii Chrystus umacnia nasze serca swoim Ciałem i Krwią. W sakramencie pokuty i pojednania oczyszcza nas z grzechów oraz pomaga usuwać „kamienie” i „ciernie”, które utrudniają wzrost dobra. Łaska sakramentalna uzdalnia nas do wierniejszego podążania za Chrystusem i wydawania owoców świętości.

Wtedy staniemy się żyzną ziemią, która wyda plon dobra, miłości i świętości. Nie dzięki własnym siłom, lecz dzięki łasce Boga, z którą każdego dnia staramy się współpracować.

o. Wojciech Wilgowicz CSsR

XIV Niedziela zwykła

O co proszę? O głębokie doświadczenie prawdy, że jestem w sercu Jezusa.

Będę wpatrywał się w Jezusa rozmawiającego ze swoim Ojcem (ww. 25-27). Wyobrażę sobie Jego twarz kontemplującą oblicze Ojca. Zwrócę uwagę na serdeczność i czułość, z jaką modli się do Ojca.

Co mogę powiedzieć o moim kontakcie z Bogiem Ojcem? Jakie relacje wiążą mnie z Nim? Czy jest w nich spontaniczność i czułość? Wybiorę sobie akt strzelisty, przez który będę dzisiaj zwracał się do Ojca. Wystarczy jedno lub kilka słów: „Ojcze” lub „Ojcze, wysławiam Cię” albo „Ojcze, kocham Cię”…

Jezus wielbi Ojca za to, że objawia tajemnice nieba ludziom prostym. Ucieszę się prawdą, że Bóg Ojciec pragnie być blisko mnie. Objawia mi swoją miłość w najbardziej zwyczajnej codzienności. Ma w niej upodobanie. Wyznam Mu moją miłość i poproszę Go, aby dał mi serce proste i dziecięce.

Będę słuchał Jezusa, który z czułością mówi: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy…” (w. 28). Co najbardziej w tej chwili obciąża moje życie i pogłębia moje utrudzenie? Zbliżę się do Niego i poproszę, by objął mnie takim, jakim jestem i pokrzepił.

Jezus prosi mnie, abym wziął na siebie Jego jarzmo i jak On nosił je w cichości i pokorze. Co mogę powiedzieć o tych dwóch cnotach w moim życiu? Spróbuję przypomnieć sobie różne „jarzma” z mojej przeszłości, przez które doświadczany byłem w cichości i pokorze. Jaka była wtedy moja reakcja?

Jezus zachęca mnie, abym uczył się od Niego cichości i pokory (w. 29). Może mi w tym pomóc prosta praktyka modlitwy obecności: trwanie w obecności Jezusa i kontemplowanie Jego serca cichego i pokornego.

W modlitwie końcowej zwrócę się do Maryi. Będę Ją usilnie prosił, aby pomagała mi przylgnąć do serca Jezusa. Będę zwracał się do Niej: „Maryjo, zaprowadź mnie do serca Jezusa!”.

Krzysztof Wons SDS/Salwator

XIII Niedziela zwykła 28.06.2026

Dzisiejszy fragment Ewangelii jest częścią mowy misyjnej, przygotowaniem uczniów do wyruszenia i głoszenia Dobrej Nowiny. Jezus podkreśla, że podstawą tego głoszenia ma być miłość do Niego, przewyższająca miłość do najbliższych. Pozostałe miłości powinny być jej podporządkowane. Chrystus nie chce niczego człowiekowi zabrać, ale pomaga budować właściwe relacje i umieścić je na odpowiednim miejscu. Nie zawsze nam się to podoba.

Dalej słyszymy słowa: „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien”. Warto zwrócić uwagę, jak brzmiały te słowa dla współczesnych Jezusowi. Śmierć na krzyżu była śmiercią haniebną. Rzymianie stosowali tę karę zwłaszcza wobec buntowników występujących przeciwko imperium. Miała ona być przestrogą dla innych. Użyty tutaj semityzm mówi o towarzyszeniu Jezusowi w poniżeniu, naśladowaniu Go, przyjęciu krzyża tak jak On oraz utożsamieniu się z Nim w cierpieniu. Wziąć swój krzyż oznacza zgodzić się na to, że wierność Chrystusowi nie zawsze będzie łatwa i nie zawsze spotka się ze zrozumieniem innych. Wydaje się, że nieraz przyzwyczailiśmy się do tych słów, a przecież niosą one ze sobą bardzo poważne konsekwencje. Ta droga krzyża nie bardzo nas zachwyca.

Jezus nie mówi jednak tylko o trudnościach ucznia. Pokazuje także, że wspólnota wierzących ma się wzajemnie wspierać i przyjmować. Znaczna część dzisiejszej Ewangelii mówi o gościnności: „Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto przyjmuje proroka jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych dlatego, że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody”.

Kim jest ten ktoś, kogo Chrystus do nas posyła? Najłatwiej dostrzec w nim księdza, osobę konsekrowaną czy kogoś z grupy ewangelizacyjnej. Na pewno również takich ludzi. O podobnym wydarzeniu opowiada nam dzisiejsze pierwsze czytanie. Kobieta z Szunem, która ugościła proroka Elizeusza, została nagrodzona obietnicą narodzin syna – znakiem Bożego błogosławieństwa. Przyjęcie wysłanników Chrystusa niesie ze sobą obietnicę uczestnictwa w ich nagrodzie.

Wydaje się jednak, że ten fragment Ewangelii powinien zwrócić naszą uwagę także na to, czy mamy czas dla drugiego człowieka. Czy potrafimy zobaczyć innych jako dar, a nie jako kłopot. Spotkanie z drugim człowiekiem i gościnność mogą przynieść dobro zarówno temu, kto przyjmuje, jak i temu, kto przychodzi.

Może warto w tym tygodniu zapytać siebie: czy w moich decyzjach Chrystus rzeczywiście zajmuje pierwsze miejsce i czy potrafię rozpoznać Go w tych, których stawia na mojej drodze?

o. Krzysztof Szczygło CSsR

XII Niedziela Zwykła 21.06.2026

Dzisiejszy świat wywiera na nas presję, abyśmy nie głosili innym Ewangelii, lecz zachowali ją dla siebie. Nie zawsze przybiera ona formę otwartych prześladowań. Często przejawia się w obojętności religijnej, sekularyzacji życia, presji środowiska czy ośmieszaniu wartości chrześcijańskich. Wielu chrześcijan doświadcza zastraszania lub prześladowań ze strony innych. Może to powodować u wielu ludzi lęk przed przyznawaniem się do swojej wiary w Chrystusa.

Jezus w dzisiejszym fragmencie Ewangelii mówi nam: „Nie bójcie się ludzi” (Mt 10,26), nawiązując niejako do naszych obaw. Przyciąga nas ku sobie, wyprowadzając z tego, co nas ogranicza – z naszych lęków, niepewności i braku ufności. Wzywa nas, abyśmy nie byli ludźmi tkwiącymi w ciemności, lecz chrześcijanami żyjącymi w świetle. Pokazuje nam też konkretną drogę: „Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach” (Mt 10,27). Wzywa nas, abyśmy byli Jego świadkami w świecie i nieśli Jego orędzie innym. Chce, abyśmy wnosili Jego światło w nasze codzienne sprawy i relacje.

Jednocześnie Jezus napomina nas, swoich uczniów, abyśmy stawiali czoła wrogości i zastraszaniu, których doświadczamy. Wskazuje też klucz do przezwyciężenia naszych lęków. Jest nim odwaga wynikająca ze świadomości, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Nie będziemy się lękać, jeśli będziemy pamiętać o swojej wartości w oczach Boga. Jesteśmy cenni nie tylko dlatego, że zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże, ale także dlatego, że przez łaskę uczynił nas swoimi umiłowanymi dziećmi. Ta pewność bycia kochanymi sprawia, że jesteśmy gotowi dawać świadectwo o Jezusie w dzisiejszym świecie.

Jezus potwierdza, że Ojciec głęboko troszczy się o swoje dzieci. Podaje dziś przykład wróbla, którego uważano za niemal bezwartościowego. Wróble sprzedawano na targu jako pokarm dla ubogich: dwa wróble za jednego asa, a pięć za dwa asy. Piątego dodawano więc za darmo. „A przecież – mówi Jezus – żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. (…) Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli” (Mt 10,29.31). Przesłanie Jezusa jest bardzo ważne: nie bójcie się, jesteście ważniejsi, macie swoją wartość. Jednak źródłem chrześcijańskiej odwagi nie jest jedynie świadomość własnej wartości, lecz przede wszystkim ufność pokładana w Ojcu, który zna nas, kocha i nieustannie się o nas troszczy. Świadomość, że pozostajemy pod opieką Boga, pomaga przezwyciężyć lęk i wytrwać w wierności Chrystusowi.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus przypomina nam także o odpowiedzialności przed Bogiem. Mówi bowiem: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle” (Mt 10,28). Słowa te nie mają wzbudzać w nas lęku lecz prowadzić do postawy szacunku, czci i posłuszeństwa wobec Boga. Chrześcijanin nie powinien ulegać strachowi przed ludźmi, ale troszczyć się przede wszystkim o wierność Bogu i zbawienie swojej duszy.

Konkretną wskazówką jest również postawa proroka Jeremiasza z dzisiejszego pierwszego czytania, który nie daje się zastraszyć terrorowi zewsząd. On także przeżywa obawy podobne do tych, których doświadczają uczniowie Chrystusa posłani z misją głoszenia Ewangelii. Jeremiasza opuścili wszyscy przyjaciele, którzy teraz próbują go zdyskredytować. Za swoje nauczanie zostaje wtrącony do więzienia, a przywódcy ludu grożą mu śmiercią, jeśli nie zmieni tonu swoich wypowiedzi. Jeremiasz jednak nie daje się zastraszyć i nie przestaje głosić prawdy, ponieważ wierzy, że „Pan jest przy mnie jako potężny mocarz” (Jer 20,11). Tym, co pomaga mu wytrwać pośród prześladowań, jest głęboka wiara, że Bóg jest przy nim i troszczy się o niego.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus stanowczo przeciwstawia się zastraszaniu. Nie ukrywa prawdy, że jako Jego uczniowie będziemy musieli stawić czoła tym, którzy grożą, nękają i zastraszają innych, próbując wymusić uległość. Rada Jezusa jest jasna: nie tylko wzywa nas, abyśmy nie podporządkowywali się tym, którzy chcą odciągnąć nas od Boga, ale także mówi, abyśmy się ich nie bali: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą” (Mt 10,28).

Aby wypełnić w dzisiejszych czasach zadanie dawania świadectwa o wierze w Chrystusa, potrzeba nam odwagi i siły ducha. Nie jesteśmy jednak pozostawieni sami sobie. Chrześcijanin nie daje świadectwa jedynie własnymi siłami, lecz mocą łaski Bożej. To sam Chrystus działa w swoich uczniach przez Ducha Świętego i uzdalnia ich do wytrwania w wierze. Dzięki zjednoczeniu z Chrystusem uczestniczymy w Jego zwycięstwie nad grzechem, lękiem i śmiercią.

Dlatego podczas Eucharystii Jezus umacnia nas swoim słowem i swoim Ciałem, abyśmy stawali się odważni w wyznawaniu wiary i dawaniu świadectwa o Jego miłości. W Komunii Świętej jednoczymy się z Chrystusem w sposób szczególny, przyjmując Tego, który oddał za nas życie i zwyciężył śmierć. To właśnie z tej jedności z Panem czerpiemy siłę do codziennego życia Ewangelią oraz odwagę do dawania świadectwa o Nim wobec innych.

Odważne wyznawanie wiary w Chrystusa łączy się także z postawą, jaką my, Jego uczniowie, przyjmujemy wobec wyzwań codziennego życia. Ważnym zadaniem jest troska o zgodność naszego życia z Ewangelią, co wiąże się z wyborem drogi uczciwości, sprawiedliwości, szacunku wobec innych oraz pokory. Pomocą w kształtowaniu tych postaw jest zwracanie się do Boga w ufnej modlitwie, jak podpowiada nam dzisiejszy psalm: „Panie, modlę się do Ciebie w czas łaski, o Boże. Wysłuchaj mnie w Twojej wielkiej dobroci, w Twojej zbawczej wierności” (Ps 69,14).

o. Sylwester Cabała CSsR

XI Niedziela Zwykła 14.06.2026

Dzisiejsza liturgia słowa ukazuje nam Boga, który nie pozostaje daleko od człowieka, ale nieustannie wychodzi mu naprzeciw. W centrum wszystkich czytań znajduje się Boża miłość oraz powołanie, które z tej miłości wypływa. Bóg wybiera człowieka, obdarza go swoją łaską i posyła do innych. Tak było w historii Izraela, tak było w życiu Apostołów i tak jest również dzisiaj w życiu każdego z nas.

W pierwszym czytaniu z Księgi Wyjścia słyszymy słowa skierowane przez Boga do narodu izraelskiego po wyprowadzeniu go z niewoli egipskiej. Pan przypomina ludowi wszystko, co dla niego uczynił: „Niosłem was na skrzydłach orlich i przywiodłem was do Mnie”. Jest to obraz niezwykle czuły i pełen troski. Bóg nie przedstawia się jako surowy władca, ale jako Ojciec, który opiekuje się swoimi dziećmi.

Następnie słyszymy obietnicę: „Będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich narodów”. Wybranie Izraela nie było jednak wyróżnieniem dla samego wyróżnienia. Wiązało się z odpowiedzialnością. Naród miał być świadkiem obecności Boga wobec innych ludów.

To słowo nie straciło nic ze swojej aktualności. Przez chrzest święty zostaliśmy włączeni do ludu Bożego. Każdy chrześcijanin jest kimś wybranym i powołanym. Nie po to, by czuć się lepszym od innych, ale po to, by swoim życiem ukazywać Boga światu. Wiara nie jest prywatnym skarbem zamkniętym w sercu. Jest darem, którym mamy się dzielić.

Psalm responsoryjny zachęca nas słowami: „My ludem Pana i Jego owcami”. Przypominają one o naszej relacji z Bogiem. Nie jesteśmy pozostawieni sami sobie. Należymy do Dobrego Pasterza, który zna swoje owce, troszczy się o nie i prowadzi je przez życie. Świadomość tej przynależności daje człowiekowi pokój nawet pośród trudności i niepewności.

W drugim czytaniu św. Paweł ukazuje najgłębszy wymiar Bożej miłości. Apostoł przypomina, że Chrystus umarł za nas nie wtedy, gdy byliśmy święci i doskonali, ale wtedy, gdy byliśmy jeszcze grzesznikami. To niezwykle ważna prawda. Bardzo często człowiek myśli, że najpierw musi stać się lepszy, bardziej godny i bardziej święty, aby zasłużyć na Bożą miłość. Tymczasem Ewangelia mówi coś odwrotnego. To właśnie Boża miłość przemienia człowieka i prowadzi go do nawrócenia.

Krzyż Chrystusa jest największym dowodem tej miłości. Jezus nie oddał życia za ludzi idealnych, lecz za każdego z nas wraz z naszymi słabościami, grzechami i upadkami. Bóg nie kocha nas dlatego, że jesteśmy doskonali. Kocha nas dlatego, że jesteśmy Jego dziećmi. Ta prawda daje nadzieję każdemu, kto zmaga się z własną słabością i doświadcza swoich ograniczeń.

Ewangelia ukazuje Jezusa, który patrzy na tłumy ludzi i ogarnia Go głębokie współczucie. Widzi ludzi zagubionych, zmęczonych i opuszczonych, „jak owce niemające pasterza”.

Warto zauważyć, że Jezus nie mówi najpierw o grzechach tych ludzi, ich błędach czy niewierności. Najpierw dostrzega ich zagubienie i cierpienie. To bardzo ważna lekcja dla Kościoła. Chrystus patrzy na człowieka najpierw z miłością i współczuciem. Dopiero potem wzywa go do przemiany życia.

Można zadać sobie pytanie: kogo dziś Jezus widzi jako „owce niemające pasterza”? Może młodego człowieka, który spędza godziny w mediach społecznościowych, a jednocześnie czuje się samotny. Może małżonków żyjących pod jednym dachem, ale coraz bardziej oddalonych od siebie. Może człowieka, który osiągnął zawodowy sukces, a mimo to każdego dnia budzi się z poczuciem pustki.

Jezus nie ogranicza się jednak do współczucia. Zaraz po tych słowach powołuje Dwunastu Apostołów i posyła ich do ludzi. Poleca im głosić bliskość królestwa Bożego, uzdrawiać chorych i nieść nadzieję.

W tym miejscu pojawia się zaskakujący szczegół. Jezus widzi ogrom potrzeb, ale nie postanawia dotrzeć do wszystkich sam. Powołuje Dwunastu i czyni ich współpracownikami swojej misji. Bóg, który mógłby działać sam, postanawia potrzebować człowieka. To jedna z największych tajemnic chrześcijaństwa.

Chrystus pokazuje w ten sposób, że odpowiedzią na potrzeby świata są konkretni ludzie gotowi podjąć powierzoną im misję.

Słowa Jezusa: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało” również dziś pozostają aktualne.

Żniwo jest wielkie nie tylko gdzieś daleko na misjach. Jest wielkie w naszych rodzinach, parafiach, miejscach pracy i szkołach. Czasem wydaje się nam, że potrzeba wielkich dzieł. Tymczasem Chrystus często zaczyna od rzeczy prostych: od rozmowy z dzieckiem o wierze, od odwiedzenia chorego sąsiada, od telefonu do osoby samotnej, od przebaczenia, na które ktoś czeka od lat.

Nie dotyczą one jedynie kapłanów, zakonników czy misjonarzy. Każdy ochrzczony jest zaproszony do współpracy z Bogiem. Każdy ma swoje miejsce w Kościele i swoją misję do spełnienia.

Być może największym problemem nie jest dziś brak ludzi wierzących, ale przekonanie wielu wierzących, że ewangelizacja jest zadaniem kogoś innego. Tymczasem Jezus nie powiedział: „Proście o lepszych robotników”. Powiedział: „Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników”. Niewykluczone, że odpowiedzią Boga na naszą modlitwę mamy stać się właśnie my sami.

Dla jednych będzie to świadectwo wiary w rodzinie, dla innych uczciwość w pracy, przebaczenie komuś, kto nas zranił, czy odważne przyznanie się do Chrystusa w codziennym życiu.

Współczesny świat potrzebuje ludzi, którzy nie tylko mówią o wierze, ale żyją nią na co dzień. Potrzebuje świadków nadziei, pokoju i miłości. Bardzo często pierwszą Ewangelią, jaką ktoś przeczyta, będzie nie Pismo Święte, lecz nasze postępowanie.

Dzisiejsza liturgia zachęca nas więc do postawienia sobie kilku pytań: Czy dostrzegam, jak wiele dobra Bóg uczynił w moim życiu? Czy wierzę, że jestem przez Niego kochany pomimo moich słabości? Czy czuję się odpowiedzialny za przekazywanie wiary innym? Czy modlę się o nowe powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego? A może sam uciekam przed zadaniem, które Chrystus mi powierza?

Niech Eucharystia umocni nas w przekonaniu, że jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga. Niech przypomina nam, że zostaliśmy wybrani i posłani.

A gdy dziś będziemy modlić się o nowych robotników na żniwo Pańskie, warto postawić sobie jeszcze jedno pytanie: czy przypadkiem Pan Bóg nie kieruje tego wezwania właśnie do mnie?

Bo największym problemem Kościoła nigdy nie był brak zadań do wykonania. Największym problemem było zawsze to, że zbyt wielu uczniów uważało, iż ktoś inny zrobi to za nich. Amen.

o. Aleksander Ćwik CSsR

Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa 12.06.2026

Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa jest ważnym świętem liturgicznym, którego data jest ruchoma i ściśle powiązana z Wielkanocą. Obchodzona jest w piątek po Oktawie Bożego Ciała. Jest to czas szczególnej refleksji nad bezgraniczną miłością Jezusa do ludzkości, symbolizowaną przez Jego Serce.

Z dzisiejszej Ewangelii:

Po napomnieniach skierowanych do miast Galilei Jezus przechodzi do modlitwy uwielbienia. Dziękuje Ojcu, Panu nieba i ziemi. Objawienie trafia do „prostaczków”. Greckie nēpioi oznacza niemowlęta. Obraz wskazuje na człowieka otwartego, ubogiego i gotowego przyjąć dar. „Mądrzy i roztropni” oznaczają ludzi opartych na własnej pewności. Jezus nie potępia rozumu. Odsłania granicę serca zamkniętego na łaskę. Dalej pada zdanie wyjątkowe w Ewangelii Mateusza. Syn zna Ojca. Ojciec zna Syna. Syn objawia Ojca temu, komu zechce. Tu odsłania się tajemnica Jezusa. On nie jest tylko nauczycielem mądrości. On jest Synem, który wprowadza w życie Ojca. Zaraz rozlega się zaproszenie: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy utrudzeni i obciążeni”. Do Jezusa przychodzą ludzie zmęczeni pracą, grzechem, lękiem oraz ciężarem religii sprowadzonej do samego nakazu. Obraz jarzma był znany w judaizmie. Mówiono o jarzmie Tory. Jezus mówi o swoim jarzmie, ponieważ uczeń ma wejść do Jego szkoły. Jarzmo Chrystusa nie niszczy. Prowadzi z Panem, który sam niesie ciężar wraz z uczniem. Kluczem są słowa: „jestem cichy i pokorny sercem”. Praus i tapeinos mówią o łagodności i uniżeniu. Taki Mesjasz nie przygniata. Daje odpocznienie duszy. Syrach mówił o mądrości dającej odpoczynek. Mateusz pokazuje, że ta mądrość zamieszkała w Jezusie. Kto idzie do Niego, ten znajduje drogę prostą do Ojca.

Ks. Krzysztof Młotek

X Niedziela zwykła 07.06.2026

W sercu człowieka jest głębokie pragnienie, by być dobrze przyjętym, zrozumianym i kochanym przez innych. Jest to bardzo naturalne. Jednocześnie niemal każdy z nas doświadcza tego, że często budujemy swoje życie na pozorach. Uczymy się pokazywać światu to, co mocne, uporządkowane i poprawne, a ukrywamy to, co kruche, pogubione i poranione.

Także w relacji z Bogiem może pojawić się pokusa życia pozornego. Można być blisko Kościoła, praktykować religię, modlić się, a jednocześnie gdzieś głęboko żyć z dala od Boga. Można wykonywać religijne gesty, ale pozostawić serce zamknięte na Jego obecność. Można nawet przyzwyczaić się do wiary i przestać zadawać sobie pytanie: czy naprawdę żyję Ewangelią?

Dzisiejsze Słowo Boże dotyka właśnie tego miejsca – miejsca prawdy o człowieku. I trzeba przyznać, że jest to słowo bardzo wymagające. Bóg przez proroka Ozeasza mówi dzisiaj do każdego i każdej z nas: „Miłości pragnę, nie krwawej ofiary”.

Co to oznacza dla nas? Bóg bardziej niż zewnętrznych praktyk pragnie naszego serca. Bardziej niż spełniania rytuałów pragnie relacji z nami. Bardziej niż religijnej poprawności pragnie naszego szczerego nawrócenia. Bo można wykonywać wiele czynności religijnych, a jednocześnie być człowiekiem smutnym, zamkniętym, pysznym czy pozbawionym miłosierdzia. Wtedy nasza wiara staje się martwa.

Nie oznacza to jednak, że modlitwa, liturgia czy sakramenty są czymś nieważnym albo zbędnym. Przeciwnie – są drogą spotkania z Bogiem. Eucharystia, spowiedź, modlitwa i życie Kościoła mają prowadzić człowieka do prawdziwego nawrócenia i przemiany serca. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy człowiek zatrzymuje się jedynie na zewnętrznych praktykach, a jego serce pozostaje daleko od Boga.

Widzimy też, jak prorok Ozeasz używa bardzo mocnego obrazu: „Miłość wasza podobna do chmur o świtaniu albo do rosy, która prędko znika”. Tak jak Izrael wracał do Boga, tak szybko od Niego odchodził. Przychodził tylko po to, aby otrzymać od Niego błogosławieństwo. Jakże podobne jest to także do naszego życia. Ile razy mieliśmy jedynie chwilowe dobre postanowienia? Ile razy człowiek wzruszał się podczas modlitwy, rekolekcji czy cierpienia, a potem wszystko wracało do dawnego rytmu? Ile razy obiecywaliśmy Bogu zmianę, ale szybko gasł w nas zapał i wierność? W takich sytuacjach stawaliśmy się podobni do Izraelitów przychodzących do Boga jedynie na chwilę.

Ale w tym wszystkim jest dla nas ogromna pociecha. Bóg mimo wszystko nie przestaje szukać człowieka. Nie rezygnuje. Nie odwraca się. Dzisiejsze czytania pokazują Boga, który nie męczy się człowiekiem.

Psalmista przypomina nam, że Bóg nie potrzebuje naszych darów dla siebie. Nie jest Kimś, kogo można zadowolić jedynie religijnymi praktykami czy zewnętrznymi gestami. Wszystko przecież do Niego należy. Po co więc modlitwa, ofiara i Eucharystia? Po to, aby przemieniało się nasze serce. Religia nie ma zmieniać Boga wobec człowieka, lecz człowieka wobec Boga. I to jest bardzo ważne.

I tutaj z pomocą przychodzi nam drugie czytanie oraz postać Abrahama przywołana przez św. Pawła: „Wbrew nadziei uwierzył nadziei”. Abraham miał wszelkie powody, by uznać Bożą obietnicę za niemożliwą: starość, bezsilność, zamkniętą przyszłość. A jednak potrafił zaufać.

Dlatego właśnie wielu z nas może odnaleźć tutaj samego siebie i swoją sytuację życiową. Są ludzie, którzy noszą w sercu zmęczenie życiem. Są tacy, którzy już dawno stracili nadzieję na zmianę. Ktoś przestał wierzyć w uratowanie małżeństwa. Ktoś nie wierzy, że potrafi wyjść z grzechu czy uzależnienia. Ktoś nosi długoletni ból, poczucie winy albo samotność. Człowiek zaczyna wtedy żyć tak, jakby nic nowego nie mogło się już wydarzyć.

Dlatego Abraham przypomina nam: dla Boga nie ma sytuacji bez wyjścia.

I wreszcie Ewangelia. Jezus przechodzi obok komory celnej i widzi Mateusza. Dla wielu był on grzesznikiem, złodziejem, człowiekiem moralnie skompromitowanym. Ludzie już go ocenili, zaszufladkowali, przekreślili. Ale Jezus patrzy inaczej. Nie widzi tylko przeszłości Mateusza. Widzi człowieka zdolnego do przemiany. Dlaczego? Bo Jezus nie kocha nas dopiero wtedy, gdy staniemy się idealni. On przychodzi do nas właśnie wtedy, gdy jesteśmy pogubieni. Mówi: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają”.

I właśnie to jest niezwykłe w tej Ewangelii: Jezus powołuje Mateusza nie wtedy, gdy ten uporządkował swoje życie, ale wtedy, gdy siedzi jeszcze w komorze celnej. Nie mówi mu najpierw: „Zmień się, napraw swoje życie, a potem przyjdź”. Najpierw mówi: „Pójdź za Mną”. Chrystus widzi w Mateuszu więcej niż jego grzech, więcej niż jego słabość i przeszłość. Widzi człowieka, który może stać się świętym.

I Mateusz natychmiast wstaje. To bardzo ważny szczegół Ewangelii. On nie odkłada decyzji na później. Nie mówi: „Jeszcze nie teraz”, „muszę najpierw wszystko uporządkować”, „muszę stać się lepszy”. Wstaje taki, jaki jest. Bo czasami człowiek zbyt długo czeka, aż stanie się godny Boga, podczas gdy Bóg już dziś przychodzi i mówi: „Chodź za Mną”.

Chrystus nie przyszedł szukać ludzi bez grzechu. Przyszedł szukać ludzi, którzy pozwolą się uleczyć. I może dlatego największym problemem człowieka nie jest sam grzech, ale przekonanie, że już nie potrzebuje Boga. Faryzeusze byli blisko religii, ale daleko od miłosierdzia. Mateusz był daleko od religijnej poprawności, ale jego serce okazało się zdolne odpowiedzieć na wezwanie Jezusa.

Dzisiejsza Ewangelia jest ogromną nadzieją dla każdego z nas. Wszyscy jesteśmy trochę jak Mateusz. Wszyscy nosimy w sobie miejsca niedoskonałości, słabości i grzechu. Ale Jezus – tak jak do niego – mówi również do każdego z nas: „Pójdź za Mną”.

Dlatego prośmy Boga w tę niedzielę, ale także każdego dnia naszego życia, o serce prawdziwe. Nie o religię opartą jedynie na zwyczaju, ale o żywą i prawdziwą wiarę. Prośmy o miłość, która nie będzie jak poranna rosa, lecz pozostanie wierna także wtedy, gdy przyjdą trud, zwątpienie i krzyż.

I prośmy szczególnie o jedno: abyśmy nigdy nie uciekli od stołu, przy którym chce usiąść Chrystus. Bo Mateusz nie zmienił życia przed spotkaniem Jezusa. To spotkanie zmieniło jego życie. Chrystus nie boi się stołu grzeszników – pytanie tylko, czy my pozwolimy Mu usiąść przy naszym stole i przemienić nasze serce.

o. Rafał Nowak CSsR

Procesja Bożego Ciała w naszej parafii.

W niedzielę 04.06.2026 po Mszy Świętej o godzinie 11:30 jak co roku wyruszyliśmy z uroczystą procesją z Najświętszym Sakramentem, by oddać cześć Panu Jezusowi i pokazać wszystkim, że On jest naszym Panem. Zawierzyliśmy Mu naszą Ojczyznę, nasze miasto, naszą parafię, nasze rodziny i nas samych… Nie zraziła nas groźba deszczu, który pojawił się na początku dnia. Nie zawiedli rodzice, którzy licznie przyprowadzili swoje dzieci do sypania kwiatów i dzwonienia dzwoneczkami przed baldachimem, pod którym do poszczególnych ołtarzy monstrancję z Panem Jezusem niósł ks. Proboszcz, ks. Jacek, ks. Piotr i ks. Marcin. Czoło procesji stanowiła służba liturgiczna, a za nią dzieci w strojach pierwszokomunijnych. Nie zabrakło Arcybractwa Straży Honorowej Najświętszego Serca Pana Jezusa, oraz naszych parafianek ubranych w stroje regionalne niosących figury Matki Bożej. Poniżej zamieszczamy link do zdjęć z uroczystości, które wykonał Włodzimierz Cieśla, z możliwością pobrania:

https://drive.google.com/drive/folders/1O7jVzviMwaXEnVffOtcFwbm5pQjjuocH?usp=sharing

Skrót wideo: