Skip to content

XI Niedziela Zwykła 14.06.2026

Dzisiejsza liturgia słowa ukazuje nam Boga, który nie pozostaje daleko od człowieka, ale nieustannie wychodzi mu naprzeciw. W centrum wszystkich czytań znajduje się Boża miłość oraz powołanie, które z tej miłości wypływa. Bóg wybiera człowieka, obdarza go swoją łaską i posyła do innych. Tak było w historii Izraela, tak było w życiu Apostołów i tak jest również dzisiaj w życiu każdego z nas.

W pierwszym czytaniu z Księgi Wyjścia słyszymy słowa skierowane przez Boga do narodu izraelskiego po wyprowadzeniu go z niewoli egipskiej. Pan przypomina ludowi wszystko, co dla niego uczynił: „Niosłem was na skrzydłach orlich i przywiodłem was do Mnie”. Jest to obraz niezwykle czuły i pełen troski. Bóg nie przedstawia się jako surowy władca, ale jako Ojciec, który opiekuje się swoimi dziećmi.

Następnie słyszymy obietnicę: „Będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich narodów”. Wybranie Izraela nie było jednak wyróżnieniem dla samego wyróżnienia. Wiązało się z odpowiedzialnością. Naród miał być świadkiem obecności Boga wobec innych ludów.

To słowo nie straciło nic ze swojej aktualności. Przez chrzest święty zostaliśmy włączeni do ludu Bożego. Każdy chrześcijanin jest kimś wybranym i powołanym. Nie po to, by czuć się lepszym od innych, ale po to, by swoim życiem ukazywać Boga światu. Wiara nie jest prywatnym skarbem zamkniętym w sercu. Jest darem, którym mamy się dzielić.

Psalm responsoryjny zachęca nas słowami: „My ludem Pana i Jego owcami”. Przypominają one o naszej relacji z Bogiem. Nie jesteśmy pozostawieni sami sobie. Należymy do Dobrego Pasterza, który zna swoje owce, troszczy się o nie i prowadzi je przez życie. Świadomość tej przynależności daje człowiekowi pokój nawet pośród trudności i niepewności.

W drugim czytaniu św. Paweł ukazuje najgłębszy wymiar Bożej miłości. Apostoł przypomina, że Chrystus umarł za nas nie wtedy, gdy byliśmy święci i doskonali, ale wtedy, gdy byliśmy jeszcze grzesznikami. To niezwykle ważna prawda. Bardzo często człowiek myśli, że najpierw musi stać się lepszy, bardziej godny i bardziej święty, aby zasłużyć na Bożą miłość. Tymczasem Ewangelia mówi coś odwrotnego. To właśnie Boża miłość przemienia człowieka i prowadzi go do nawrócenia.

Krzyż Chrystusa jest największym dowodem tej miłości. Jezus nie oddał życia za ludzi idealnych, lecz za każdego z nas wraz z naszymi słabościami, grzechami i upadkami. Bóg nie kocha nas dlatego, że jesteśmy doskonali. Kocha nas dlatego, że jesteśmy Jego dziećmi. Ta prawda daje nadzieję każdemu, kto zmaga się z własną słabością i doświadcza swoich ograniczeń.

Ewangelia ukazuje Jezusa, który patrzy na tłumy ludzi i ogarnia Go głębokie współczucie. Widzi ludzi zagubionych, zmęczonych i opuszczonych, „jak owce niemające pasterza”.

Warto zauważyć, że Jezus nie mówi najpierw o grzechach tych ludzi, ich błędach czy niewierności. Najpierw dostrzega ich zagubienie i cierpienie. To bardzo ważna lekcja dla Kościoła. Chrystus patrzy na człowieka najpierw z miłością i współczuciem. Dopiero potem wzywa go do przemiany życia.

Można zadać sobie pytanie: kogo dziś Jezus widzi jako „owce niemające pasterza”? Może młodego człowieka, który spędza godziny w mediach społecznościowych, a jednocześnie czuje się samotny. Może małżonków żyjących pod jednym dachem, ale coraz bardziej oddalonych od siebie. Może człowieka, który osiągnął zawodowy sukces, a mimo to każdego dnia budzi się z poczuciem pustki.

Jezus nie ogranicza się jednak do współczucia. Zaraz po tych słowach powołuje Dwunastu Apostołów i posyła ich do ludzi. Poleca im głosić bliskość królestwa Bożego, uzdrawiać chorych i nieść nadzieję.

W tym miejscu pojawia się zaskakujący szczegół. Jezus widzi ogrom potrzeb, ale nie postanawia dotrzeć do wszystkich sam. Powołuje Dwunastu i czyni ich współpracownikami swojej misji. Bóg, który mógłby działać sam, postanawia potrzebować człowieka. To jedna z największych tajemnic chrześcijaństwa.

Chrystus pokazuje w ten sposób, że odpowiedzią na potrzeby świata są konkretni ludzie gotowi podjąć powierzoną im misję.

Słowa Jezusa: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało” również dziś pozostają aktualne.

Żniwo jest wielkie nie tylko gdzieś daleko na misjach. Jest wielkie w naszych rodzinach, parafiach, miejscach pracy i szkołach. Czasem wydaje się nam, że potrzeba wielkich dzieł. Tymczasem Chrystus często zaczyna od rzeczy prostych: od rozmowy z dzieckiem o wierze, od odwiedzenia chorego sąsiada, od telefonu do osoby samotnej, od przebaczenia, na które ktoś czeka od lat.

Nie dotyczą one jedynie kapłanów, zakonników czy misjonarzy. Każdy ochrzczony jest zaproszony do współpracy z Bogiem. Każdy ma swoje miejsce w Kościele i swoją misję do spełnienia.

Być może największym problemem nie jest dziś brak ludzi wierzących, ale przekonanie wielu wierzących, że ewangelizacja jest zadaniem kogoś innego. Tymczasem Jezus nie powiedział: „Proście o lepszych robotników”. Powiedział: „Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników”. Niewykluczone, że odpowiedzią Boga na naszą modlitwę mamy stać się właśnie my sami.

Dla jednych będzie to świadectwo wiary w rodzinie, dla innych uczciwość w pracy, przebaczenie komuś, kto nas zranił, czy odważne przyznanie się do Chrystusa w codziennym życiu.

Współczesny świat potrzebuje ludzi, którzy nie tylko mówią o wierze, ale żyją nią na co dzień. Potrzebuje świadków nadziei, pokoju i miłości. Bardzo często pierwszą Ewangelią, jaką ktoś przeczyta, będzie nie Pismo Święte, lecz nasze postępowanie.

Dzisiejsza liturgia zachęca nas więc do postawienia sobie kilku pytań: Czy dostrzegam, jak wiele dobra Bóg uczynił w moim życiu? Czy wierzę, że jestem przez Niego kochany pomimo moich słabości? Czy czuję się odpowiedzialny za przekazywanie wiary innym? Czy modlę się o nowe powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego? A może sam uciekam przed zadaniem, które Chrystus mi powierza?

Niech Eucharystia umocni nas w przekonaniu, że jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga. Niech przypomina nam, że zostaliśmy wybrani i posłani.

A gdy dziś będziemy modlić się o nowych robotników na żniwo Pańskie, warto postawić sobie jeszcze jedno pytanie: czy przypadkiem Pan Bóg nie kieruje tego wezwania właśnie do mnie?

Bo największym problemem Kościoła nigdy nie był brak zadań do wykonania. Największym problemem było zawsze to, że zbyt wielu uczniów uważało, iż ktoś inny zrobi to za nich. Amen.

o. Aleksander Ćwik CSsR

Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa 12.06.2026

Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa jest ważnym świętem liturgicznym, którego data jest ruchoma i ściśle powiązana z Wielkanocą. Obchodzona jest w piątek po Oktawie Bożego Ciała. Jest to czas szczególnej refleksji nad bezgraniczną miłością Jezusa do ludzkości, symbolizowaną przez Jego Serce.

Z dzisiejszej Ewangelii:

Po napomnieniach skierowanych do miast Galilei Jezus przechodzi do modlitwy uwielbienia. Dziękuje Ojcu, Panu nieba i ziemi. Objawienie trafia do „prostaczków”. Greckie nēpioi oznacza niemowlęta. Obraz wskazuje na człowieka otwartego, ubogiego i gotowego przyjąć dar. „Mądrzy i roztropni” oznaczają ludzi opartych na własnej pewności. Jezus nie potępia rozumu. Odsłania granicę serca zamkniętego na łaskę. Dalej pada zdanie wyjątkowe w Ewangelii Mateusza. Syn zna Ojca. Ojciec zna Syna. Syn objawia Ojca temu, komu zechce. Tu odsłania się tajemnica Jezusa. On nie jest tylko nauczycielem mądrości. On jest Synem, który wprowadza w życie Ojca. Zaraz rozlega się zaproszenie: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy utrudzeni i obciążeni”. Do Jezusa przychodzą ludzie zmęczeni pracą, grzechem, lękiem oraz ciężarem religii sprowadzonej do samego nakazu. Obraz jarzma był znany w judaizmie. Mówiono o jarzmie Tory. Jezus mówi o swoim jarzmie, ponieważ uczeń ma wejść do Jego szkoły. Jarzmo Chrystusa nie niszczy. Prowadzi z Panem, który sam niesie ciężar wraz z uczniem. Kluczem są słowa: „jestem cichy i pokorny sercem”. Praus i tapeinos mówią o łagodności i uniżeniu. Taki Mesjasz nie przygniata. Daje odpocznienie duszy. Syrach mówił o mądrości dającej odpoczynek. Mateusz pokazuje, że ta mądrość zamieszkała w Jezusie. Kto idzie do Niego, ten znajduje drogę prostą do Ojca.

Ks. Krzysztof Młotek

X Niedziela zwykła 07.06.2026

W sercu człowieka jest głębokie pragnienie, by być dobrze przyjętym, zrozumianym i kochanym przez innych. Jest to bardzo naturalne. Jednocześnie niemal każdy z nas doświadcza tego, że często budujemy swoje życie na pozorach. Uczymy się pokazywać światu to, co mocne, uporządkowane i poprawne, a ukrywamy to, co kruche, pogubione i poranione.

Także w relacji z Bogiem może pojawić się pokusa życia pozornego. Można być blisko Kościoła, praktykować religię, modlić się, a jednocześnie gdzieś głęboko żyć z dala od Boga. Można wykonywać religijne gesty, ale pozostawić serce zamknięte na Jego obecność. Można nawet przyzwyczaić się do wiary i przestać zadawać sobie pytanie: czy naprawdę żyję Ewangelią?

Dzisiejsze Słowo Boże dotyka właśnie tego miejsca – miejsca prawdy o człowieku. I trzeba przyznać, że jest to słowo bardzo wymagające. Bóg przez proroka Ozeasza mówi dzisiaj do każdego i każdej z nas: „Miłości pragnę, nie krwawej ofiary”.

Co to oznacza dla nas? Bóg bardziej niż zewnętrznych praktyk pragnie naszego serca. Bardziej niż spełniania rytuałów pragnie relacji z nami. Bardziej niż religijnej poprawności pragnie naszego szczerego nawrócenia. Bo można wykonywać wiele czynności religijnych, a jednocześnie być człowiekiem smutnym, zamkniętym, pysznym czy pozbawionym miłosierdzia. Wtedy nasza wiara staje się martwa.

Nie oznacza to jednak, że modlitwa, liturgia czy sakramenty są czymś nieważnym albo zbędnym. Przeciwnie – są drogą spotkania z Bogiem. Eucharystia, spowiedź, modlitwa i życie Kościoła mają prowadzić człowieka do prawdziwego nawrócenia i przemiany serca. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy człowiek zatrzymuje się jedynie na zewnętrznych praktykach, a jego serce pozostaje daleko od Boga.

Widzimy też, jak prorok Ozeasz używa bardzo mocnego obrazu: „Miłość wasza podobna do chmur o świtaniu albo do rosy, która prędko znika”. Tak jak Izrael wracał do Boga, tak szybko od Niego odchodził. Przychodził tylko po to, aby otrzymać od Niego błogosławieństwo. Jakże podobne jest to także do naszego życia. Ile razy mieliśmy jedynie chwilowe dobre postanowienia? Ile razy człowiek wzruszał się podczas modlitwy, rekolekcji czy cierpienia, a potem wszystko wracało do dawnego rytmu? Ile razy obiecywaliśmy Bogu zmianę, ale szybko gasł w nas zapał i wierność? W takich sytuacjach stawaliśmy się podobni do Izraelitów przychodzących do Boga jedynie na chwilę.

Ale w tym wszystkim jest dla nas ogromna pociecha. Bóg mimo wszystko nie przestaje szukać człowieka. Nie rezygnuje. Nie odwraca się. Dzisiejsze czytania pokazują Boga, który nie męczy się człowiekiem.

Psalmista przypomina nam, że Bóg nie potrzebuje naszych darów dla siebie. Nie jest Kimś, kogo można zadowolić jedynie religijnymi praktykami czy zewnętrznymi gestami. Wszystko przecież do Niego należy. Po co więc modlitwa, ofiara i Eucharystia? Po to, aby przemieniało się nasze serce. Religia nie ma zmieniać Boga wobec człowieka, lecz człowieka wobec Boga. I to jest bardzo ważne.

I tutaj z pomocą przychodzi nam drugie czytanie oraz postać Abrahama przywołana przez św. Pawła: „Wbrew nadziei uwierzył nadziei”. Abraham miał wszelkie powody, by uznać Bożą obietnicę za niemożliwą: starość, bezsilność, zamkniętą przyszłość. A jednak potrafił zaufać.

Dlatego właśnie wielu z nas może odnaleźć tutaj samego siebie i swoją sytuację życiową. Są ludzie, którzy noszą w sercu zmęczenie życiem. Są tacy, którzy już dawno stracili nadzieję na zmianę. Ktoś przestał wierzyć w uratowanie małżeństwa. Ktoś nie wierzy, że potrafi wyjść z grzechu czy uzależnienia. Ktoś nosi długoletni ból, poczucie winy albo samotność. Człowiek zaczyna wtedy żyć tak, jakby nic nowego nie mogło się już wydarzyć.

Dlatego Abraham przypomina nam: dla Boga nie ma sytuacji bez wyjścia.

I wreszcie Ewangelia. Jezus przechodzi obok komory celnej i widzi Mateusza. Dla wielu był on grzesznikiem, złodziejem, człowiekiem moralnie skompromitowanym. Ludzie już go ocenili, zaszufladkowali, przekreślili. Ale Jezus patrzy inaczej. Nie widzi tylko przeszłości Mateusza. Widzi człowieka zdolnego do przemiany. Dlaczego? Bo Jezus nie kocha nas dopiero wtedy, gdy staniemy się idealni. On przychodzi do nas właśnie wtedy, gdy jesteśmy pogubieni. Mówi: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają”.

I właśnie to jest niezwykłe w tej Ewangelii: Jezus powołuje Mateusza nie wtedy, gdy ten uporządkował swoje życie, ale wtedy, gdy siedzi jeszcze w komorze celnej. Nie mówi mu najpierw: „Zmień się, napraw swoje życie, a potem przyjdź”. Najpierw mówi: „Pójdź za Mną”. Chrystus widzi w Mateuszu więcej niż jego grzech, więcej niż jego słabość i przeszłość. Widzi człowieka, który może stać się świętym.

I Mateusz natychmiast wstaje. To bardzo ważny szczegół Ewangelii. On nie odkłada decyzji na później. Nie mówi: „Jeszcze nie teraz”, „muszę najpierw wszystko uporządkować”, „muszę stać się lepszy”. Wstaje taki, jaki jest. Bo czasami człowiek zbyt długo czeka, aż stanie się godny Boga, podczas gdy Bóg już dziś przychodzi i mówi: „Chodź za Mną”.

Chrystus nie przyszedł szukać ludzi bez grzechu. Przyszedł szukać ludzi, którzy pozwolą się uleczyć. I może dlatego największym problemem człowieka nie jest sam grzech, ale przekonanie, że już nie potrzebuje Boga. Faryzeusze byli blisko religii, ale daleko od miłosierdzia. Mateusz był daleko od religijnej poprawności, ale jego serce okazało się zdolne odpowiedzieć na wezwanie Jezusa.

Dzisiejsza Ewangelia jest ogromną nadzieją dla każdego z nas. Wszyscy jesteśmy trochę jak Mateusz. Wszyscy nosimy w sobie miejsca niedoskonałości, słabości i grzechu. Ale Jezus – tak jak do niego – mówi również do każdego z nas: „Pójdź za Mną”.

Dlatego prośmy Boga w tę niedzielę, ale także każdego dnia naszego życia, o serce prawdziwe. Nie o religię opartą jedynie na zwyczaju, ale o żywą i prawdziwą wiarę. Prośmy o miłość, która nie będzie jak poranna rosa, lecz pozostanie wierna także wtedy, gdy przyjdą trud, zwątpienie i krzyż.

I prośmy szczególnie o jedno: abyśmy nigdy nie uciekli od stołu, przy którym chce usiąść Chrystus. Bo Mateusz nie zmienił życia przed spotkaniem Jezusa. To spotkanie zmieniło jego życie. Chrystus nie boi się stołu grzeszników – pytanie tylko, czy my pozwolimy Mu usiąść przy naszym stole i przemienić nasze serce.

o. Rafał Nowak CSsR

Procesja Bożego Ciała w naszej parafii.

W niedzielę 04.06.2026 po Mszy Świętej o godzinie 11:30 jak co roku wyruszyliśmy z uroczystą procesją z Najświętszym Sakramentem, by oddać cześć Panu Jezusowi i pokazać wszystkim, że On jest naszym Panem. Zawierzyliśmy Mu naszą Ojczyznę, nasze miasto, naszą parafię, nasze rodziny i nas samych… Nie zraziła nas groźba deszczu, który pojawił się na początku dnia. Nie zawiedli rodzice, którzy licznie przyprowadzili swoje dzieci do sypania kwiatów i dzwonienia dzwoneczkami przed baldachimem, pod którym do poszczególnych ołtarzy monstrancję z Panem Jezusem niósł ks. Proboszcz, ks. Jacek, ks. Piotr i ks. Marcin. Czoło procesji stanowiła służba liturgiczna, a za nią dzieci w strojach pierwszokomunijnych. Nie zabrakło Arcybractwa Straży Honorowej Najświętszego Serca Pana Jezusa, oraz naszych parafianek ubranych w stroje regionalne niosących figury Matki Bożej. Poniżej zamieszczamy link do zdjęć z uroczystości, które wykonał Włodzimierz Cieśla, z możliwością pobrania:

https://drive.google.com/drive/folders/1O7jVzviMwaXEnVffOtcFwbm5pQjjuocH?usp=sharing

Skrót wideo:

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa (Boże Ciało) 04.06.2026

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa jest jedną z najważniejszych uroczystości w Kościele katolickimJej początki sięgają XIII wieku. Wprowadzenie tej uroczystości do kalendarza liturgicznego poprzedziły objawienia bł. Julianny (1193-1258), przeoryszy augustianek z klasztoru Mont Cornillon niedaleko Liège (Belgia). Pod wpływem tych objawień biskup Robert ustanowił w 1246 r. takie święto dla diecezji Liège i w tym samym roku odbyła się pierwsza procesja eucharystyczna. Następnie papież Urban IV (1261-1264), który wcześniej był archidiakonem katedry w Liège i patriarchą Jerozolimy, w roku 1264 bullą Transiturus wprowadził to święto w Kościele powszechnym jako festum Corporis Christi („święto Ciała Chrystusa”). W Polsce po raz pierwszy wprowadzono uroczystość Bożego Ciała w diecezji krakowskiej, płockiej i wrocławskiej w 1320 roku. Zwyczaj organizowania procesji Bożego Ciała w Rzymie, od Bazyliki św. Jana na Lateranie do Bazyliki Matki Bożej Większej (via Merulana), przywrócił Jan Paweł II w pierwszym roku swojego pontyfikatu. Zwyczaj ten został bowiem zawieszony w 1870 r., po upadku Państwa Kościelnego.

Jezus Chrystus ustanowił Eucharystię – sakrament swojego Ciała i swojej Krwi – podczas Ostatniej Wieczerzy. Eucharystia (gr. eucharistia – dziękczynienie) jest więc pamiątką Ostatniej Wieczerzy oraz sakramentalnym uobecnieniem męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. „Przez ustanowienie Eucharystii podczas Ostatniej Wieczerzy – przypomina nam Benedykt XVI – Jezus nadał temu aktowi ofiary trwałą obecność. Antycypuje On swoją śmierć i zmartwychwstanie, dając już w owej godzinie swoim uczniom siebie samego w chlebie i winie, swoje ciało i swoją krew jako nową mannę (por. J 6,31-33)” (Deus caritas est, nr 13).

Kościół od samych początków dawał wyraz swojej wierze w realną obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie i dlatego uczynił Eucharystię centrum swojego życia oraz kultu Nowego i Wiecznego Przymierza. Komunia święta, będąca najściślejszym zjednoczeniem ze Zmartwychwstałym i żyjącym Chrystusem, jest zadatkiem życia wiecznego i przyszłego zmartwychwstania. Przyjmując uwielbione Ciało Chrystusa, zostajemy wszczepieni w Jego życie i otrzymujemy obietnicę uczestnictwa w Jego chwale. Jezus obecny w Eucharystii jest szczytem i źródłem całego życia chrześcijańskiego.

Z „kultu eucharystycznego” (medytacja, adoracja) powinien zatem rodzić się „sakramentalny styl” życia chrześcijanina (Benedykt XVI). Krocząc dzisiaj za Chrystusem-Eucharystią, przyrzeknijmy sobie i postarajmy się o to, aby od „Eucharystii sprawowanej” przechodzić do „Eucharystii przeżywanej”: od wyznawanego misterium wiary do odnowionego życia z wiary.

o. Edmund Kowalski CSsR

Bierzmowanie w naszym kościele

W minioną sobotę 30.05.2026 na Mszy Świętej o godzinie 16, 60 dziewcząt i chłopców, w większości uczących się na co dzień w Szkole Podstawowej nr. 4, przyjęło Sakrament Bierzmowania. Uroczystości przewodniczył i sakramentu udzielił ks. bp. Damian Muskus. Młodzież została wsparta modlitwą licznie zgromadzonych rodzin i wiernych naszej parafii, a także dyrekcji szkoły z jej dyrektorem Marcinem Słoczyńskim. Szczególne podziękowanie kierujemy na ręce ks. proboszcza Edwarda i katechety Pana Adriana, którzy tę młodzież przygotowali do przyjęcia Sakramentu Bierzmowania.

Zamieszczamy link do zdjęć z możliwością nieodpłatnego pobrania pamiątkowych ujęć:

https://drive.google.com/drive/folders/1SjpYat58yQcmpK8HD2SrzQMmI_7G7xQa?usp=sharing

Poniżej fragment uroczystości zawierający sam obrzęd udzielenia Sakramentu Bierzmowania przez bp. Damiana Muskusa. Szersze fragmenty całości uroczystości jeszcze w tym tygodniu.

Uroczystość Najświętszej Trójcy 31.05.2026

Ktoś powiedział, że jeżeli spotyka człowieka, który uważa, że poznał Boga, to oznacza, że niewiele wie o Bogu, ponieważ człowiek nie jest w stanie ogarnąć swoim umysłem tego, kim jest Bóg. W Boga wierzymy i Bogu wierzymy, ale nie jesteśmy w stanie zamknąć Go w ramach naszego ludzkiego rozumowania. Od tego stwierdzenia trzeba wyjść, gdy chcemy mówić dzisiaj o Trójcy Świętej.

Trójca Święta to trzy Osoby Boskie: Ojciec, Syn i Duch Święty. Tak jak istotą wiary jest relacja i zaufanie, tak samo istotą życia Trójcy Świętej jest relacja między Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Trzy Osoby Boskie nie są jednak trzema bogami, lecz jednym Bogiem w trzech Osobach. Bóg Ojciec jest Tym, który stwarza i daje życie. Syn Boży jest Tym, który przyjmuje dar Ojca, ukazuje człowiekowi oblicze Ojca i pełni Jego wolę. Duch Święty jest Tym, który objawia i rozlewa miłość Ojca i Syna oraz udziela ludziom Bożych darów.

Bóg, w którego wierzymy jako chrześcijanie, objawia się nam jako kochający i miłosierny Ojciec, jako współczujący i bliski człowiekowi Syn oraz jako nieustannie towarzyszący nam Duch Święty.

Takie oblicze Boga jest inne od wszystkich bóstw, w które wierzyli i wierzą ludzie na przestrzeni historii świata. To przesłanie słyszymy dzisiaj w pierwszym czytaniu z Księgi Wyjścia: „Pan, Pan, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność”.

Człowiek, który odkrywa prawdziwe oblicze Boga, zaczyna inaczej żyć. Jest to życie oparte na wierze, zaufaniu, bliskości i doświadczeniu Bożej opieki. Możemy to doświadczenie porównać do zaufania, jakim dziecko darzy kochających rodziców — mamę i tatę. Takiemu dziecku nie przychodzi nawet na myśl, że rodzice chcą wyrządzić mu krzywdę. Dlatego bez buntu wykonuje ich polecenia, które przyjmuje jako dobre. Nie chodzi tutaj jednak tylko o wykonywanie poleceń, ale o zaufanie i miłość, które są fundamentem relacji dziecka do rodziców.

Trójca Święta to nie jakiś wytwór ludzkiej filozofii czy jedynie temat traktatu teologicznego. To Bóg, który objawia się jako Ojciec, Syn i Duch Święty. Kto odkryje takiego Boga, nie pozostaje już błąkającą się po ziemi sierotą. Żyje jako dziecko Boga Ojca, brat lub siostra Jezusa Chrystusa oraz pielgrzym prowadzony przez Ducha Świętego.

W dzisiejszą uroczystość Trójcy Świętej warto zastanowić się, jakie są najważniejsze relacje w moim życiu. Od kogo przyjmuję dobro i z kim dzielę się dobrem? Z kim dzielę się swoim życiem? Komu ufam i kogo obdarzam zaufaniem? Kto jest dla mnie wsparciem i kogo ja wspieram? Jakie miejsce w tej sieci relacji zajmuje moja relacja do Boga Ojca, Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego?

Zakończmy dzisiejsze rozważanie krótką modlitwą:

Ciebie, Boga Ojca niezrodzonego, Ciebie, Syna Jednorodzonego, Ciebie, Ducha Pocieszyciela, całym sercem i ustami wyznajemy, chwalimy i błogosławimy.

o. Paweł Drobot CSsR

XXV PIKNIK PARAFIALNY z okazji DNIA MATKI 24.05.2026

W tym roku Piknik Parafialny naszej wspólnoty wypadł w Niedzielę Zesłania Ducha Świętego. Wspólne świętowanie Dnia Matki nie mogło się więc nie udać! Począwszy od wspaniałej pogody przez radosny koncert dla mam, anielską kuchnię ks. Marka, występy zespołu Muzyczna Alternatywa, wyśmienite wypieki naszych parafian, na mnogości atrakcji kończąc. Jak co roku ogromną popularnością cieszyła się loteria fantowa ze wspaniałymi, różnorodnymi nagrodami, a że każdy los wygrywał, dzieci i dorośli odchodzili zadowoleni z najróżniejszymi (często zaskakującymi) wygranymi. Również IX bieg na Jazach zgromadził jak zwykle wielu chętnych (często całe rodziny) do sportowej rywalizacji, a emocje przed metą studzili strażacy, robiąc kurtynę wodną, z której wszyscy chętnie korzystali. Oczywiście można było też z nimi porozmawiać i oglądnąć wyposażenie wozu strażackiego. Było też stanowisko krótkofalowców, dorośli chętnie kupowali sadzonki z pięknego ogrodu parafialnego, dzieci szalały na dmuchańcach i sprawnościowych torach przeszkód i korzystały ze stanowisk z balonami, watą cukrową i malowaniem twarzy. Natomiast najwięcej zachwytów, przytulania, głaskania i marchewki od małych i dużych parafian otrzymały alpaki! Bardzo podobał się też wszystkim profesjonalny występ iluzjonisty Michała. Nikt z parafian oraz gości nie mógł wyjść ani głodny, ani znudzony. Dziękujemy wszystkim, którzy przyszli wspólnie spędzić to popołudnie. Cieszymy się, że jak co roku przyjechali do nas też księża, którzy w naszej parafii pracowali i za których nadal się modlimy. Wszystkich zapraszamy już za rok!

Zapraszamy na relację fotograficzną:

https://drive.google.com/drive/folders/1QUEdYDsRAk2nWDRrNF1jtjgHnjp2HVK3?usp=sharing

oraz skrót wideo:

Niedziela Zesłania Ducha Świętego 24.05.2026

„Wszyscy zostaliśmy napojeni jednym Duchem” (1 Kor 12,13) – jak słyszeliśmy w drugim czytaniu, zaczerpniętym z Pierwszego Listu do Koryntian. I to jest chyba najważniejsze przesłanie dzisiejszej liturgii słowa.

Bo niezwykle ważne jest, abyśmy uświadomili sobie, że zesłanie Ducha Świętego to nie tylko wydarzenie historyczne, które dokonało się pięćdziesiąt dni po zmartwychwstaniu Jezusa w Wieczerniku, gdzie wciąż jeszcze przerażeni uczniowie zebrali się w dniu żydowskiego święta Szawuot – Święta Tygodni. Ale zesłanie Ducha Świętego dokonuje się tu i teraz – Bóg każdego z nas nieustannie napełnia swoim Duchem, wydobywając z nas dobro i piękno, które w nas zaszczepił, a które tak często na skutek naszych ludzkich grzechów i słabości nie może się przebić i pozostaje w nas głęboko ukryte. Do tego stopnia, że często nawet my sami nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile w każdym z nas jest dobra i jak bardzo jesteśmy piękni – bez względu na to, w jaki sposób ocenia nas współczesny świat, posługujący się dość swoistymi kanonami piękna.

Dając nam Ducha Świętego i wydobywając z nas to, co najlepsze, Bóg z jednej strony odnawia w nas swój obraz i podobieństwo. Duch Święty, którego Bóg posyła, sprawia bowiem, że na nowo stajemy się takimi ludźmi, jakimi On powołał nas do życia i do wspólnoty ze sobą, a nie takimi, którzy przez grzech zniekształcili w sobie Boży obraz i podobieństwo. Z drugiej zaś strony dar Ducha Świętego sprawia, że stajemy się nowym Ludem Bożym – nowym, to znaczy odmienionym, bo na nowo zwróconym ku Bogu, a tym samym uzdolnionym do głoszenia prawdy o zmartwychwstaniu Chrystusa, który wciąż żyje pośród nas.

Tak jak to opisuje autor Dziejów Apostolskich: „Gdy wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić” (Dz 2,4). Mówili obcymi językami, ale ponieważ głosili chwałę Pana Boga, wszyscy nawzajem się rozumieli – ich głosy brzmiały niczym niebiański chór, dźwięcznie wyśpiewujący Bożą cześć. Choć tak bardzo różnimy się pod wieloma względami, to jednak stając przed Bogiem i z mocy Ducha Świętego głosząc Jego chwałę, jesteśmy nowym Ludem Bożym, zjednoczonym i zwróconym ku Bogu.

Gdy wyznajemy wiarę w Boga słowami wypowiadanymi podczas każdej niedzielnej Mszy Świętej, mówimy, że wierzymy w Ducha Świętego, który jest Ożywicielem. Już pierwsze wersety Pisma Świętego mówią nam o Bogu – Ożywicielu, gdy autor natchniony w poetycki sposób opisuje stworzenie człowieka i pisze, że Bóg „tchnął w jego nozdrza tchnienie życia” (por. Rdz 2,7). Owo tchnienie to działanie Ducha Świętego. I tak jak wtedy Duch ożywił człowieka, tak i dziś nas ożywia, wyzwalając z duchowej ospałości.

Św. Jan Paweł II w encyklice Dominum et Vivificantem pięknie pisał o tym, jak Duch Święty działa w sercu człowieka, który zdecyduje się zrobić Mu przestrzeń. Pisał, że Duch Święty „zamienia wewnętrzny nieurodzaj dusz w urodzajne pola łaski, On «rozlewa» w nas życie Boga (…) sprawia, że chcemy (…) działać i myśleć według reguł zostawionych nam przez Jezusa w Ewangelii. Ożywiciel wzmacnia nasze duchowe siły, podtrzymuje w nas nadzieję. Pomaga nam wydobywać się ze śmierci grzechu i każdej innej śmierci. Ciągle nam przypomina, że jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga i dziedzicami Jego królestwa”.

Dzień Pięćdziesiątnicy był dla apostołów momentem przełomowym, bowiem od tej chwili zaczęli odważnie i wbrew wszelkim przeciwnościom głosić Ewangelię. Niech i dla każdego z nas, napełnionego Duchem Świętym, ten dzień będzie momentem przełomowym – momentem odważnego wyjścia w świat z tą świadomością, że jesteśmy ukochanymi dziećmi Pana Boga, i mówienia o tym wszystkim, którzy wciąż pozostają zamknięci w swoich lękach i ciemnościach. Amen.

o. Arkadiusz Buszka CSsR

Pierwsza Komunia Święta w naszej parafii

Dzisiaj w Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, 66 dzieci uczących się w Szkole Podstawowej nr 4 przystąpiło w naszej wspólnocie po raz pierwszy do Komunii Świętej. Dzień wcześniej, wraz z rodzinami przystąpiły one oczywiście po raz pierwszy do spowiedzi św. To wielkie przeżycie zarówno dla dzieci jak i ich najbliższych, a także dla całej wspólnoty parafialnej, ponieważ świadczy o wypełnianiu przez rodziców postanowienia wyrażonego przy Chrzcie Świętym o wychowywaniu dzieci w wierze katolickiej. Nie tylko rodzice, ale i my wszyscy poprzez modlitwę i dobry przykład mamy wspierać dzieci w częstym przystępowaniu do sakramentów i wzrastaniu w wierze. Piękna liturgii, wzruszenia, przejęcia i radości na twarzach zgromadzonych na dwóch Mszach św. o godz. 10.00 i 12.00 dzieci i ich najbliższych, nie była w stanie zakłócić niesprzyjająca niestety pogoda.

Życzymy wszystkim dzieciom, aby nie tylko przez nadchodzący Biały Tydzień, ale przez wszystkie kolejne dni zachowały w sobie tę czystość i przyjaźń z Jezusem. Niech idąc z Nim za rękę przez życie i często przystępując do sakramentów, uczą się kochać Boga i ludzi.