Skip to content

XIV Niedziela zwykła

O co proszę? O głębokie doświadczenie prawdy, że jestem w sercu Jezusa.

Będę wpatrywał się w Jezusa rozmawiającego ze swoim Ojcem (ww. 25-27). Wyobrażę sobie Jego twarz kontemplującą oblicze Ojca. Zwrócę uwagę na serdeczność i czułość, z jaką modli się do Ojca.

Co mogę powiedzieć o moim kontakcie z Bogiem Ojcem? Jakie relacje wiążą mnie z Nim? Czy jest w nich spontaniczność i czułość? Wybiorę sobie akt strzelisty, przez który będę dzisiaj zwracał się do Ojca. Wystarczy jedno lub kilka słów: „Ojcze” lub „Ojcze, wysławiam Cię” albo „Ojcze, kocham Cię”…

Jezus wielbi Ojca za to, że objawia tajemnice nieba ludziom prostym. Ucieszę się prawdą, że Bóg Ojciec pragnie być blisko mnie. Objawia mi swoją miłość w najbardziej zwyczajnej codzienności. Ma w niej upodobanie. Wyznam Mu moją miłość i poproszę Go, aby dał mi serce proste i dziecięce.

Będę słuchał Jezusa, który z czułością mówi: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy…” (w. 28). Co najbardziej w tej chwili obciąża moje życie i pogłębia moje utrudzenie? Zbliżę się do Niego i poproszę, by objął mnie takim, jakim jestem i pokrzepił.

Jezus prosi mnie, abym wziął na siebie Jego jarzmo i jak On nosił je w cichości i pokorze. Co mogę powiedzieć o tych dwóch cnotach w moim życiu? Spróbuję przypomnieć sobie różne „jarzma” z mojej przeszłości, przez które doświadczany byłem w cichości i pokorze. Jaka była wtedy moja reakcja?

Jezus zachęca mnie, abym uczył się od Niego cichości i pokory (w. 29). Może mi w tym pomóc prosta praktyka modlitwy obecności: trwanie w obecności Jezusa i kontemplowanie Jego serca cichego i pokornego.

W modlitwie końcowej zwrócę się do Maryi. Będę Ją usilnie prosił, aby pomagała mi przylgnąć do serca Jezusa. Będę zwracał się do Niej: „Maryjo, zaprowadź mnie do serca Jezusa!”.

Krzysztof Wons SDS/Salwator

XIII Niedziela zwykła 28.06.2026

Dzisiejszy fragment Ewangelii jest częścią mowy misyjnej, przygotowaniem uczniów do wyruszenia i głoszenia Dobrej Nowiny. Jezus podkreśla, że podstawą tego głoszenia ma być miłość do Niego, przewyższająca miłość do najbliższych. Pozostałe miłości powinny być jej podporządkowane. Chrystus nie chce niczego człowiekowi zabrać, ale pomaga budować właściwe relacje i umieścić je na odpowiednim miejscu. Nie zawsze nam się to podoba.

Dalej słyszymy słowa: „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien”. Warto zwrócić uwagę, jak brzmiały te słowa dla współczesnych Jezusowi. Śmierć na krzyżu była śmiercią haniebną. Rzymianie stosowali tę karę zwłaszcza wobec buntowników występujących przeciwko imperium. Miała ona być przestrogą dla innych. Użyty tutaj semityzm mówi o towarzyszeniu Jezusowi w poniżeniu, naśladowaniu Go, przyjęciu krzyża tak jak On oraz utożsamieniu się z Nim w cierpieniu. Wziąć swój krzyż oznacza zgodzić się na to, że wierność Chrystusowi nie zawsze będzie łatwa i nie zawsze spotka się ze zrozumieniem innych. Wydaje się, że nieraz przyzwyczailiśmy się do tych słów, a przecież niosą one ze sobą bardzo poważne konsekwencje. Ta droga krzyża nie bardzo nas zachwyca.

Jezus nie mówi jednak tylko o trudnościach ucznia. Pokazuje także, że wspólnota wierzących ma się wzajemnie wspierać i przyjmować. Znaczna część dzisiejszej Ewangelii mówi o gościnności: „Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto przyjmuje proroka jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych dlatego, że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody”.

Kim jest ten ktoś, kogo Chrystus do nas posyła? Najłatwiej dostrzec w nim księdza, osobę konsekrowaną czy kogoś z grupy ewangelizacyjnej. Na pewno również takich ludzi. O podobnym wydarzeniu opowiada nam dzisiejsze pierwsze czytanie. Kobieta z Szunem, która ugościła proroka Elizeusza, została nagrodzona obietnicą narodzin syna – znakiem Bożego błogosławieństwa. Przyjęcie wysłanników Chrystusa niesie ze sobą obietnicę uczestnictwa w ich nagrodzie.

Wydaje się jednak, że ten fragment Ewangelii powinien zwrócić naszą uwagę także na to, czy mamy czas dla drugiego człowieka. Czy potrafimy zobaczyć innych jako dar, a nie jako kłopot. Spotkanie z drugim człowiekiem i gościnność mogą przynieść dobro zarówno temu, kto przyjmuje, jak i temu, kto przychodzi.

Może warto w tym tygodniu zapytać siebie: czy w moich decyzjach Chrystus rzeczywiście zajmuje pierwsze miejsce i czy potrafię rozpoznać Go w tych, których stawia na mojej drodze?

o. Krzysztof Szczygło CSsR

XII Niedziela Zwykła 21.06.2026

Dzisiejszy świat wywiera na nas presję, abyśmy nie głosili innym Ewangelii, lecz zachowali ją dla siebie. Nie zawsze przybiera ona formę otwartych prześladowań. Często przejawia się w obojętności religijnej, sekularyzacji życia, presji środowiska czy ośmieszaniu wartości chrześcijańskich. Wielu chrześcijan doświadcza zastraszania lub prześladowań ze strony innych. Może to powodować u wielu ludzi lęk przed przyznawaniem się do swojej wiary w Chrystusa.

Jezus w dzisiejszym fragmencie Ewangelii mówi nam: „Nie bójcie się ludzi” (Mt 10,26), nawiązując niejako do naszych obaw. Przyciąga nas ku sobie, wyprowadzając z tego, co nas ogranicza – z naszych lęków, niepewności i braku ufności. Wzywa nas, abyśmy nie byli ludźmi tkwiącymi w ciemności, lecz chrześcijanami żyjącymi w świetle. Pokazuje nam też konkretną drogę: „Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach” (Mt 10,27). Wzywa nas, abyśmy byli Jego świadkami w świecie i nieśli Jego orędzie innym. Chce, abyśmy wnosili Jego światło w nasze codzienne sprawy i relacje.

Jednocześnie Jezus napomina nas, swoich uczniów, abyśmy stawiali czoła wrogości i zastraszaniu, których doświadczamy. Wskazuje też klucz do przezwyciężenia naszych lęków. Jest nim odwaga wynikająca ze świadomości, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Nie będziemy się lękać, jeśli będziemy pamiętać o swojej wartości w oczach Boga. Jesteśmy cenni nie tylko dlatego, że zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże, ale także dlatego, że przez łaskę uczynił nas swoimi umiłowanymi dziećmi. Ta pewność bycia kochanymi sprawia, że jesteśmy gotowi dawać świadectwo o Jezusie w dzisiejszym świecie.

Jezus potwierdza, że Ojciec głęboko troszczy się o swoje dzieci. Podaje dziś przykład wróbla, którego uważano za niemal bezwartościowego. Wróble sprzedawano na targu jako pokarm dla ubogich: dwa wróble za jednego asa, a pięć za dwa asy. Piątego dodawano więc za darmo. „A przecież – mówi Jezus – żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. (…) Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli” (Mt 10,29.31). Przesłanie Jezusa jest bardzo ważne: nie bójcie się, jesteście ważniejsi, macie swoją wartość. Jednak źródłem chrześcijańskiej odwagi nie jest jedynie świadomość własnej wartości, lecz przede wszystkim ufność pokładana w Ojcu, który zna nas, kocha i nieustannie się o nas troszczy. Świadomość, że pozostajemy pod opieką Boga, pomaga przezwyciężyć lęk i wytrwać w wierności Chrystusowi.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus przypomina nam także o odpowiedzialności przed Bogiem. Mówi bowiem: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle” (Mt 10,28). Słowa te nie mają wzbudzać w nas lęku lecz prowadzić do postawy szacunku, czci i posłuszeństwa wobec Boga. Chrześcijanin nie powinien ulegać strachowi przed ludźmi, ale troszczyć się przede wszystkim o wierność Bogu i zbawienie swojej duszy.

Konkretną wskazówką jest również postawa proroka Jeremiasza z dzisiejszego pierwszego czytania, który nie daje się zastraszyć terrorowi zewsząd. On także przeżywa obawy podobne do tych, których doświadczają uczniowie Chrystusa posłani z misją głoszenia Ewangelii. Jeremiasza opuścili wszyscy przyjaciele, którzy teraz próbują go zdyskredytować. Za swoje nauczanie zostaje wtrącony do więzienia, a przywódcy ludu grożą mu śmiercią, jeśli nie zmieni tonu swoich wypowiedzi. Jeremiasz jednak nie daje się zastraszyć i nie przestaje głosić prawdy, ponieważ wierzy, że „Pan jest przy mnie jako potężny mocarz” (Jer 20,11). Tym, co pomaga mu wytrwać pośród prześladowań, jest głęboka wiara, że Bóg jest przy nim i troszczy się o niego.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus stanowczo przeciwstawia się zastraszaniu. Nie ukrywa prawdy, że jako Jego uczniowie będziemy musieli stawić czoła tym, którzy grożą, nękają i zastraszają innych, próbując wymusić uległość. Rada Jezusa jest jasna: nie tylko wzywa nas, abyśmy nie podporządkowywali się tym, którzy chcą odciągnąć nas od Boga, ale także mówi, abyśmy się ich nie bali: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą” (Mt 10,28).

Aby wypełnić w dzisiejszych czasach zadanie dawania świadectwa o wierze w Chrystusa, potrzeba nam odwagi i siły ducha. Nie jesteśmy jednak pozostawieni sami sobie. Chrześcijanin nie daje świadectwa jedynie własnymi siłami, lecz mocą łaski Bożej. To sam Chrystus działa w swoich uczniach przez Ducha Świętego i uzdalnia ich do wytrwania w wierze. Dzięki zjednoczeniu z Chrystusem uczestniczymy w Jego zwycięstwie nad grzechem, lękiem i śmiercią.

Dlatego podczas Eucharystii Jezus umacnia nas swoim słowem i swoim Ciałem, abyśmy stawali się odważni w wyznawaniu wiary i dawaniu świadectwa o Jego miłości. W Komunii Świętej jednoczymy się z Chrystusem w sposób szczególny, przyjmując Tego, który oddał za nas życie i zwyciężył śmierć. To właśnie z tej jedności z Panem czerpiemy siłę do codziennego życia Ewangelią oraz odwagę do dawania świadectwa o Nim wobec innych.

Odważne wyznawanie wiary w Chrystusa łączy się także z postawą, jaką my, Jego uczniowie, przyjmujemy wobec wyzwań codziennego życia. Ważnym zadaniem jest troska o zgodność naszego życia z Ewangelią, co wiąże się z wyborem drogi uczciwości, sprawiedliwości, szacunku wobec innych oraz pokory. Pomocą w kształtowaniu tych postaw jest zwracanie się do Boga w ufnej modlitwie, jak podpowiada nam dzisiejszy psalm: „Panie, modlę się do Ciebie w czas łaski, o Boże. Wysłuchaj mnie w Twojej wielkiej dobroci, w Twojej zbawczej wierności” (Ps 69,14).

o. Sylwester Cabała CSsR

XI Niedziela Zwykła 14.06.2026

Dzisiejsza liturgia słowa ukazuje nam Boga, który nie pozostaje daleko od człowieka, ale nieustannie wychodzi mu naprzeciw. W centrum wszystkich czytań znajduje się Boża miłość oraz powołanie, które z tej miłości wypływa. Bóg wybiera człowieka, obdarza go swoją łaską i posyła do innych. Tak było w historii Izraela, tak było w życiu Apostołów i tak jest również dzisiaj w życiu każdego z nas.

W pierwszym czytaniu z Księgi Wyjścia słyszymy słowa skierowane przez Boga do narodu izraelskiego po wyprowadzeniu go z niewoli egipskiej. Pan przypomina ludowi wszystko, co dla niego uczynił: „Niosłem was na skrzydłach orlich i przywiodłem was do Mnie”. Jest to obraz niezwykle czuły i pełen troski. Bóg nie przedstawia się jako surowy władca, ale jako Ojciec, który opiekuje się swoimi dziećmi.

Następnie słyszymy obietnicę: „Będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich narodów”. Wybranie Izraela nie było jednak wyróżnieniem dla samego wyróżnienia. Wiązało się z odpowiedzialnością. Naród miał być świadkiem obecności Boga wobec innych ludów.

To słowo nie straciło nic ze swojej aktualności. Przez chrzest święty zostaliśmy włączeni do ludu Bożego. Każdy chrześcijanin jest kimś wybranym i powołanym. Nie po to, by czuć się lepszym od innych, ale po to, by swoim życiem ukazywać Boga światu. Wiara nie jest prywatnym skarbem zamkniętym w sercu. Jest darem, którym mamy się dzielić.

Psalm responsoryjny zachęca nas słowami: „My ludem Pana i Jego owcami”. Przypominają one o naszej relacji z Bogiem. Nie jesteśmy pozostawieni sami sobie. Należymy do Dobrego Pasterza, który zna swoje owce, troszczy się o nie i prowadzi je przez życie. Świadomość tej przynależności daje człowiekowi pokój nawet pośród trudności i niepewności.

W drugim czytaniu św. Paweł ukazuje najgłębszy wymiar Bożej miłości. Apostoł przypomina, że Chrystus umarł za nas nie wtedy, gdy byliśmy święci i doskonali, ale wtedy, gdy byliśmy jeszcze grzesznikami. To niezwykle ważna prawda. Bardzo często człowiek myśli, że najpierw musi stać się lepszy, bardziej godny i bardziej święty, aby zasłużyć na Bożą miłość. Tymczasem Ewangelia mówi coś odwrotnego. To właśnie Boża miłość przemienia człowieka i prowadzi go do nawrócenia.

Krzyż Chrystusa jest największym dowodem tej miłości. Jezus nie oddał życia za ludzi idealnych, lecz za każdego z nas wraz z naszymi słabościami, grzechami i upadkami. Bóg nie kocha nas dlatego, że jesteśmy doskonali. Kocha nas dlatego, że jesteśmy Jego dziećmi. Ta prawda daje nadzieję każdemu, kto zmaga się z własną słabością i doświadcza swoich ograniczeń.

Ewangelia ukazuje Jezusa, który patrzy na tłumy ludzi i ogarnia Go głębokie współczucie. Widzi ludzi zagubionych, zmęczonych i opuszczonych, „jak owce niemające pasterza”.

Warto zauważyć, że Jezus nie mówi najpierw o grzechach tych ludzi, ich błędach czy niewierności. Najpierw dostrzega ich zagubienie i cierpienie. To bardzo ważna lekcja dla Kościoła. Chrystus patrzy na człowieka najpierw z miłością i współczuciem. Dopiero potem wzywa go do przemiany życia.

Można zadać sobie pytanie: kogo dziś Jezus widzi jako „owce niemające pasterza”? Może młodego człowieka, który spędza godziny w mediach społecznościowych, a jednocześnie czuje się samotny. Może małżonków żyjących pod jednym dachem, ale coraz bardziej oddalonych od siebie. Może człowieka, który osiągnął zawodowy sukces, a mimo to każdego dnia budzi się z poczuciem pustki.

Jezus nie ogranicza się jednak do współczucia. Zaraz po tych słowach powołuje Dwunastu Apostołów i posyła ich do ludzi. Poleca im głosić bliskość królestwa Bożego, uzdrawiać chorych i nieść nadzieję.

W tym miejscu pojawia się zaskakujący szczegół. Jezus widzi ogrom potrzeb, ale nie postanawia dotrzeć do wszystkich sam. Powołuje Dwunastu i czyni ich współpracownikami swojej misji. Bóg, który mógłby działać sam, postanawia potrzebować człowieka. To jedna z największych tajemnic chrześcijaństwa.

Chrystus pokazuje w ten sposób, że odpowiedzią na potrzeby świata są konkretni ludzie gotowi podjąć powierzoną im misję.

Słowa Jezusa: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało” również dziś pozostają aktualne.

Żniwo jest wielkie nie tylko gdzieś daleko na misjach. Jest wielkie w naszych rodzinach, parafiach, miejscach pracy i szkołach. Czasem wydaje się nam, że potrzeba wielkich dzieł. Tymczasem Chrystus często zaczyna od rzeczy prostych: od rozmowy z dzieckiem o wierze, od odwiedzenia chorego sąsiada, od telefonu do osoby samotnej, od przebaczenia, na które ktoś czeka od lat.

Nie dotyczą one jedynie kapłanów, zakonników czy misjonarzy. Każdy ochrzczony jest zaproszony do współpracy z Bogiem. Każdy ma swoje miejsce w Kościele i swoją misję do spełnienia.

Być może największym problemem nie jest dziś brak ludzi wierzących, ale przekonanie wielu wierzących, że ewangelizacja jest zadaniem kogoś innego. Tymczasem Jezus nie powiedział: „Proście o lepszych robotników”. Powiedział: „Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników”. Niewykluczone, że odpowiedzią Boga na naszą modlitwę mamy stać się właśnie my sami.

Dla jednych będzie to świadectwo wiary w rodzinie, dla innych uczciwość w pracy, przebaczenie komuś, kto nas zranił, czy odważne przyznanie się do Chrystusa w codziennym życiu.

Współczesny świat potrzebuje ludzi, którzy nie tylko mówią o wierze, ale żyją nią na co dzień. Potrzebuje świadków nadziei, pokoju i miłości. Bardzo często pierwszą Ewangelią, jaką ktoś przeczyta, będzie nie Pismo Święte, lecz nasze postępowanie.

Dzisiejsza liturgia zachęca nas więc do postawienia sobie kilku pytań: Czy dostrzegam, jak wiele dobra Bóg uczynił w moim życiu? Czy wierzę, że jestem przez Niego kochany pomimo moich słabości? Czy czuję się odpowiedzialny za przekazywanie wiary innym? Czy modlę się o nowe powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego? A może sam uciekam przed zadaniem, które Chrystus mi powierza?

Niech Eucharystia umocni nas w przekonaniu, że jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga. Niech przypomina nam, że zostaliśmy wybrani i posłani.

A gdy dziś będziemy modlić się o nowych robotników na żniwo Pańskie, warto postawić sobie jeszcze jedno pytanie: czy przypadkiem Pan Bóg nie kieruje tego wezwania właśnie do mnie?

Bo największym problemem Kościoła nigdy nie był brak zadań do wykonania. Największym problemem było zawsze to, że zbyt wielu uczniów uważało, iż ktoś inny zrobi to za nich. Amen.

o. Aleksander Ćwik CSsR

Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa 12.06.2026

Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa jest ważnym świętem liturgicznym, którego data jest ruchoma i ściśle powiązana z Wielkanocą. Obchodzona jest w piątek po Oktawie Bożego Ciała. Jest to czas szczególnej refleksji nad bezgraniczną miłością Jezusa do ludzkości, symbolizowaną przez Jego Serce.

Z dzisiejszej Ewangelii:

Po napomnieniach skierowanych do miast Galilei Jezus przechodzi do modlitwy uwielbienia. Dziękuje Ojcu, Panu nieba i ziemi. Objawienie trafia do „prostaczków”. Greckie nēpioi oznacza niemowlęta. Obraz wskazuje na człowieka otwartego, ubogiego i gotowego przyjąć dar. „Mądrzy i roztropni” oznaczają ludzi opartych na własnej pewności. Jezus nie potępia rozumu. Odsłania granicę serca zamkniętego na łaskę. Dalej pada zdanie wyjątkowe w Ewangelii Mateusza. Syn zna Ojca. Ojciec zna Syna. Syn objawia Ojca temu, komu zechce. Tu odsłania się tajemnica Jezusa. On nie jest tylko nauczycielem mądrości. On jest Synem, który wprowadza w życie Ojca. Zaraz rozlega się zaproszenie: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy utrudzeni i obciążeni”. Do Jezusa przychodzą ludzie zmęczeni pracą, grzechem, lękiem oraz ciężarem religii sprowadzonej do samego nakazu. Obraz jarzma był znany w judaizmie. Mówiono o jarzmie Tory. Jezus mówi o swoim jarzmie, ponieważ uczeń ma wejść do Jego szkoły. Jarzmo Chrystusa nie niszczy. Prowadzi z Panem, który sam niesie ciężar wraz z uczniem. Kluczem są słowa: „jestem cichy i pokorny sercem”. Praus i tapeinos mówią o łagodności i uniżeniu. Taki Mesjasz nie przygniata. Daje odpocznienie duszy. Syrach mówił o mądrości dającej odpoczynek. Mateusz pokazuje, że ta mądrość zamieszkała w Jezusie. Kto idzie do Niego, ten znajduje drogę prostą do Ojca.

Ks. Krzysztof Młotek

X Niedziela zwykła 07.06.2026

W sercu człowieka jest głębokie pragnienie, by być dobrze przyjętym, zrozumianym i kochanym przez innych. Jest to bardzo naturalne. Jednocześnie niemal każdy z nas doświadcza tego, że często budujemy swoje życie na pozorach. Uczymy się pokazywać światu to, co mocne, uporządkowane i poprawne, a ukrywamy to, co kruche, pogubione i poranione.

Także w relacji z Bogiem może pojawić się pokusa życia pozornego. Można być blisko Kościoła, praktykować religię, modlić się, a jednocześnie gdzieś głęboko żyć z dala od Boga. Można wykonywać religijne gesty, ale pozostawić serce zamknięte na Jego obecność. Można nawet przyzwyczaić się do wiary i przestać zadawać sobie pytanie: czy naprawdę żyję Ewangelią?

Dzisiejsze Słowo Boże dotyka właśnie tego miejsca – miejsca prawdy o człowieku. I trzeba przyznać, że jest to słowo bardzo wymagające. Bóg przez proroka Ozeasza mówi dzisiaj do każdego i każdej z nas: „Miłości pragnę, nie krwawej ofiary”.

Co to oznacza dla nas? Bóg bardziej niż zewnętrznych praktyk pragnie naszego serca. Bardziej niż spełniania rytuałów pragnie relacji z nami. Bardziej niż religijnej poprawności pragnie naszego szczerego nawrócenia. Bo można wykonywać wiele czynności religijnych, a jednocześnie być człowiekiem smutnym, zamkniętym, pysznym czy pozbawionym miłosierdzia. Wtedy nasza wiara staje się martwa.

Nie oznacza to jednak, że modlitwa, liturgia czy sakramenty są czymś nieważnym albo zbędnym. Przeciwnie – są drogą spotkania z Bogiem. Eucharystia, spowiedź, modlitwa i życie Kościoła mają prowadzić człowieka do prawdziwego nawrócenia i przemiany serca. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy człowiek zatrzymuje się jedynie na zewnętrznych praktykach, a jego serce pozostaje daleko od Boga.

Widzimy też, jak prorok Ozeasz używa bardzo mocnego obrazu: „Miłość wasza podobna do chmur o świtaniu albo do rosy, która prędko znika”. Tak jak Izrael wracał do Boga, tak szybko od Niego odchodził. Przychodził tylko po to, aby otrzymać od Niego błogosławieństwo. Jakże podobne jest to także do naszego życia. Ile razy mieliśmy jedynie chwilowe dobre postanowienia? Ile razy człowiek wzruszał się podczas modlitwy, rekolekcji czy cierpienia, a potem wszystko wracało do dawnego rytmu? Ile razy obiecywaliśmy Bogu zmianę, ale szybko gasł w nas zapał i wierność? W takich sytuacjach stawaliśmy się podobni do Izraelitów przychodzących do Boga jedynie na chwilę.

Ale w tym wszystkim jest dla nas ogromna pociecha. Bóg mimo wszystko nie przestaje szukać człowieka. Nie rezygnuje. Nie odwraca się. Dzisiejsze czytania pokazują Boga, który nie męczy się człowiekiem.

Psalmista przypomina nam, że Bóg nie potrzebuje naszych darów dla siebie. Nie jest Kimś, kogo można zadowolić jedynie religijnymi praktykami czy zewnętrznymi gestami. Wszystko przecież do Niego należy. Po co więc modlitwa, ofiara i Eucharystia? Po to, aby przemieniało się nasze serce. Religia nie ma zmieniać Boga wobec człowieka, lecz człowieka wobec Boga. I to jest bardzo ważne.

I tutaj z pomocą przychodzi nam drugie czytanie oraz postać Abrahama przywołana przez św. Pawła: „Wbrew nadziei uwierzył nadziei”. Abraham miał wszelkie powody, by uznać Bożą obietnicę za niemożliwą: starość, bezsilność, zamkniętą przyszłość. A jednak potrafił zaufać.

Dlatego właśnie wielu z nas może odnaleźć tutaj samego siebie i swoją sytuację życiową. Są ludzie, którzy noszą w sercu zmęczenie życiem. Są tacy, którzy już dawno stracili nadzieję na zmianę. Ktoś przestał wierzyć w uratowanie małżeństwa. Ktoś nie wierzy, że potrafi wyjść z grzechu czy uzależnienia. Ktoś nosi długoletni ból, poczucie winy albo samotność. Człowiek zaczyna wtedy żyć tak, jakby nic nowego nie mogło się już wydarzyć.

Dlatego Abraham przypomina nam: dla Boga nie ma sytuacji bez wyjścia.

I wreszcie Ewangelia. Jezus przechodzi obok komory celnej i widzi Mateusza. Dla wielu był on grzesznikiem, złodziejem, człowiekiem moralnie skompromitowanym. Ludzie już go ocenili, zaszufladkowali, przekreślili. Ale Jezus patrzy inaczej. Nie widzi tylko przeszłości Mateusza. Widzi człowieka zdolnego do przemiany. Dlaczego? Bo Jezus nie kocha nas dopiero wtedy, gdy staniemy się idealni. On przychodzi do nas właśnie wtedy, gdy jesteśmy pogubieni. Mówi: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają”.

I właśnie to jest niezwykłe w tej Ewangelii: Jezus powołuje Mateusza nie wtedy, gdy ten uporządkował swoje życie, ale wtedy, gdy siedzi jeszcze w komorze celnej. Nie mówi mu najpierw: „Zmień się, napraw swoje życie, a potem przyjdź”. Najpierw mówi: „Pójdź za Mną”. Chrystus widzi w Mateuszu więcej niż jego grzech, więcej niż jego słabość i przeszłość. Widzi człowieka, który może stać się świętym.

I Mateusz natychmiast wstaje. To bardzo ważny szczegół Ewangelii. On nie odkłada decyzji na później. Nie mówi: „Jeszcze nie teraz”, „muszę najpierw wszystko uporządkować”, „muszę stać się lepszy”. Wstaje taki, jaki jest. Bo czasami człowiek zbyt długo czeka, aż stanie się godny Boga, podczas gdy Bóg już dziś przychodzi i mówi: „Chodź za Mną”.

Chrystus nie przyszedł szukać ludzi bez grzechu. Przyszedł szukać ludzi, którzy pozwolą się uleczyć. I może dlatego największym problemem człowieka nie jest sam grzech, ale przekonanie, że już nie potrzebuje Boga. Faryzeusze byli blisko religii, ale daleko od miłosierdzia. Mateusz był daleko od religijnej poprawności, ale jego serce okazało się zdolne odpowiedzieć na wezwanie Jezusa.

Dzisiejsza Ewangelia jest ogromną nadzieją dla każdego z nas. Wszyscy jesteśmy trochę jak Mateusz. Wszyscy nosimy w sobie miejsca niedoskonałości, słabości i grzechu. Ale Jezus – tak jak do niego – mówi również do każdego z nas: „Pójdź za Mną”.

Dlatego prośmy Boga w tę niedzielę, ale także każdego dnia naszego życia, o serce prawdziwe. Nie o religię opartą jedynie na zwyczaju, ale o żywą i prawdziwą wiarę. Prośmy o miłość, która nie będzie jak poranna rosa, lecz pozostanie wierna także wtedy, gdy przyjdą trud, zwątpienie i krzyż.

I prośmy szczególnie o jedno: abyśmy nigdy nie uciekli od stołu, przy którym chce usiąść Chrystus. Bo Mateusz nie zmienił życia przed spotkaniem Jezusa. To spotkanie zmieniło jego życie. Chrystus nie boi się stołu grzeszników – pytanie tylko, czy my pozwolimy Mu usiąść przy naszym stole i przemienić nasze serce.

o. Rafał Nowak CSsR

Procesja Bożego Ciała w naszej parafii.

W niedzielę 04.06.2026 po Mszy Świętej o godzinie 11:30 jak co roku wyruszyliśmy z uroczystą procesją z Najświętszym Sakramentem, by oddać cześć Panu Jezusowi i pokazać wszystkim, że On jest naszym Panem. Zawierzyliśmy Mu naszą Ojczyznę, nasze miasto, naszą parafię, nasze rodziny i nas samych… Nie zraziła nas groźba deszczu, który pojawił się na początku dnia. Nie zawiedli rodzice, którzy licznie przyprowadzili swoje dzieci do sypania kwiatów i dzwonienia dzwoneczkami przed baldachimem, pod którym do poszczególnych ołtarzy monstrancję z Panem Jezusem niósł ks. Proboszcz, ks. Jacek, ks. Piotr i ks. Marcin. Czoło procesji stanowiła służba liturgiczna, a za nią dzieci w strojach pierwszokomunijnych. Nie zabrakło Arcybractwa Straży Honorowej Najświętszego Serca Pana Jezusa, oraz naszych parafianek ubranych w stroje regionalne niosących figury Matki Bożej. Poniżej zamieszczamy link do zdjęć z uroczystości, które wykonał Włodzimierz Cieśla, z możliwością pobrania:

https://drive.google.com/drive/folders/1O7jVzviMwaXEnVffOtcFwbm5pQjjuocH?usp=sharing

Skrót wideo:

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa (Boże Ciało) 04.06.2026

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa jest jedną z najważniejszych uroczystości w Kościele katolickimJej początki sięgają XIII wieku. Wprowadzenie tej uroczystości do kalendarza liturgicznego poprzedziły objawienia bł. Julianny (1193-1258), przeoryszy augustianek z klasztoru Mont Cornillon niedaleko Liège (Belgia). Pod wpływem tych objawień biskup Robert ustanowił w 1246 r. takie święto dla diecezji Liège i w tym samym roku odbyła się pierwsza procesja eucharystyczna. Następnie papież Urban IV (1261-1264), który wcześniej był archidiakonem katedry w Liège i patriarchą Jerozolimy, w roku 1264 bullą Transiturus wprowadził to święto w Kościele powszechnym jako festum Corporis Christi („święto Ciała Chrystusa”). W Polsce po raz pierwszy wprowadzono uroczystość Bożego Ciała w diecezji krakowskiej, płockiej i wrocławskiej w 1320 roku. Zwyczaj organizowania procesji Bożego Ciała w Rzymie, od Bazyliki św. Jana na Lateranie do Bazyliki Matki Bożej Większej (via Merulana), przywrócił Jan Paweł II w pierwszym roku swojego pontyfikatu. Zwyczaj ten został bowiem zawieszony w 1870 r., po upadku Państwa Kościelnego.

Jezus Chrystus ustanowił Eucharystię – sakrament swojego Ciała i swojej Krwi – podczas Ostatniej Wieczerzy. Eucharystia (gr. eucharistia – dziękczynienie) jest więc pamiątką Ostatniej Wieczerzy oraz sakramentalnym uobecnieniem męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. „Przez ustanowienie Eucharystii podczas Ostatniej Wieczerzy – przypomina nam Benedykt XVI – Jezus nadał temu aktowi ofiary trwałą obecność. Antycypuje On swoją śmierć i zmartwychwstanie, dając już w owej godzinie swoim uczniom siebie samego w chlebie i winie, swoje ciało i swoją krew jako nową mannę (por. J 6,31-33)” (Deus caritas est, nr 13).

Kościół od samych początków dawał wyraz swojej wierze w realną obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie i dlatego uczynił Eucharystię centrum swojego życia oraz kultu Nowego i Wiecznego Przymierza. Komunia święta, będąca najściślejszym zjednoczeniem ze Zmartwychwstałym i żyjącym Chrystusem, jest zadatkiem życia wiecznego i przyszłego zmartwychwstania. Przyjmując uwielbione Ciało Chrystusa, zostajemy wszczepieni w Jego życie i otrzymujemy obietnicę uczestnictwa w Jego chwale. Jezus obecny w Eucharystii jest szczytem i źródłem całego życia chrześcijańskiego.

Z „kultu eucharystycznego” (medytacja, adoracja) powinien zatem rodzić się „sakramentalny styl” życia chrześcijanina (Benedykt XVI). Krocząc dzisiaj za Chrystusem-Eucharystią, przyrzeknijmy sobie i postarajmy się o to, aby od „Eucharystii sprawowanej” przechodzić do „Eucharystii przeżywanej”: od wyznawanego misterium wiary do odnowionego życia z wiary.

o. Edmund Kowalski CSsR

Bierzmowanie w naszym kościele

W minioną sobotę 30.05.2026 na Mszy Świętej o godzinie 16, 60 dziewcząt i chłopców, w większości uczących się na co dzień w Szkole Podstawowej nr. 4, przyjęło Sakrament Bierzmowania. Uroczystości przewodniczył i sakramentu udzielił ks. bp. Damian Muskus. Młodzież została wsparta modlitwą licznie zgromadzonych rodzin i wiernych naszej parafii, a także dyrekcji szkoły z jej dyrektorem Marcinem Słoczyńskim. Szczególne podziękowanie kierujemy na ręce ks. proboszcza Edwarda i katechety Pana Adriana, którzy tę młodzież przygotowali do przyjęcia Sakramentu Bierzmowania.

Zamieszczamy link do zdjęć z możliwością nieodpłatnego pobrania pamiątkowych ujęć:

https://drive.google.com/drive/folders/1SjpYat58yQcmpK8HD2SrzQMmI_7G7xQa?usp=sharing

Poniżej fragment uroczystości zawierający sam obrzęd udzielenia Sakramentu Bierzmowania przez bp. Damiana Muskusa. Szersze fragmenty całości uroczystości jeszcze w tym tygodniu.

Uroczystość Najświętszej Trójcy 31.05.2026

Ktoś powiedział, że jeżeli spotyka człowieka, który uważa, że poznał Boga, to oznacza, że niewiele wie o Bogu, ponieważ człowiek nie jest w stanie ogarnąć swoim umysłem tego, kim jest Bóg. W Boga wierzymy i Bogu wierzymy, ale nie jesteśmy w stanie zamknąć Go w ramach naszego ludzkiego rozumowania. Od tego stwierdzenia trzeba wyjść, gdy chcemy mówić dzisiaj o Trójcy Świętej.

Trójca Święta to trzy Osoby Boskie: Ojciec, Syn i Duch Święty. Tak jak istotą wiary jest relacja i zaufanie, tak samo istotą życia Trójcy Świętej jest relacja między Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Trzy Osoby Boskie nie są jednak trzema bogami, lecz jednym Bogiem w trzech Osobach. Bóg Ojciec jest Tym, który stwarza i daje życie. Syn Boży jest Tym, który przyjmuje dar Ojca, ukazuje człowiekowi oblicze Ojca i pełni Jego wolę. Duch Święty jest Tym, który objawia i rozlewa miłość Ojca i Syna oraz udziela ludziom Bożych darów.

Bóg, w którego wierzymy jako chrześcijanie, objawia się nam jako kochający i miłosierny Ojciec, jako współczujący i bliski człowiekowi Syn oraz jako nieustannie towarzyszący nam Duch Święty.

Takie oblicze Boga jest inne od wszystkich bóstw, w które wierzyli i wierzą ludzie na przestrzeni historii świata. To przesłanie słyszymy dzisiaj w pierwszym czytaniu z Księgi Wyjścia: „Pan, Pan, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność”.

Człowiek, który odkrywa prawdziwe oblicze Boga, zaczyna inaczej żyć. Jest to życie oparte na wierze, zaufaniu, bliskości i doświadczeniu Bożej opieki. Możemy to doświadczenie porównać do zaufania, jakim dziecko darzy kochających rodziców — mamę i tatę. Takiemu dziecku nie przychodzi nawet na myśl, że rodzice chcą wyrządzić mu krzywdę. Dlatego bez buntu wykonuje ich polecenia, które przyjmuje jako dobre. Nie chodzi tutaj jednak tylko o wykonywanie poleceń, ale o zaufanie i miłość, które są fundamentem relacji dziecka do rodziców.

Trójca Święta to nie jakiś wytwór ludzkiej filozofii czy jedynie temat traktatu teologicznego. To Bóg, który objawia się jako Ojciec, Syn i Duch Święty. Kto odkryje takiego Boga, nie pozostaje już błąkającą się po ziemi sierotą. Żyje jako dziecko Boga Ojca, brat lub siostra Jezusa Chrystusa oraz pielgrzym prowadzony przez Ducha Świętego.

W dzisiejszą uroczystość Trójcy Świętej warto zastanowić się, jakie są najważniejsze relacje w moim życiu. Od kogo przyjmuję dobro i z kim dzielę się dobrem? Z kim dzielę się swoim życiem? Komu ufam i kogo obdarzam zaufaniem? Kto jest dla mnie wsparciem i kogo ja wspieram? Jakie miejsce w tej sieci relacji zajmuje moja relacja do Boga Ojca, Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego?

Zakończmy dzisiejsze rozważanie krótką modlitwą:

Ciebie, Boga Ojca niezrodzonego, Ciebie, Syna Jednorodzonego, Ciebie, Ducha Pocieszyciela, całym sercem i ustami wyznajemy, chwalimy i błogosławimy.

o. Paweł Drobot CSsR