Dzisiejsza Ewangelia stawia przed nami bardzo proste, ale jednocześnie bardzo wymagające pytanie: czy ja naprawdę kocham Jezusa? Bo Jezus nie mówi dziś o uczuciach, nie mówi o pięknych deklaracjach, ale mówi konkretnie: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania” oraz „Kto Mnie miłuje, będzie zachowywał moje słowo”. A więc miłość do Boga nie polega tylko na tym, że przyjdę do kościoła, że się pomodlę, że coś poczuję. Prawdziwa miłość sprawdza się w codziennym życiu. Objawia się w tym, jak żyję, jakie podejmuję decyzje, jak traktuję drugiego człowieka.
Żyjemy dziś w świecie, w którym jest bardzo dużo słów. Każdy coś mówi, każdy coś komentuje, każdy ma swoją opinię. Telewizja, internet, smartfon – ciągle ktoś do nas mówi. My też ciągle coś mówimy. Piszemy wiadomości, komentujemy, odpowiadamy, czasem bardzo szybko, bez zastanowienia. Ile razy zdarzyło się, że ktoś coś napisał, a potem żałował? Ile razy słowo kogoś zabolało? Ile razy sami zostaliśmy zranieni przez czyjeś słowa?
Warto spojrzeć na swoje życie i zobaczyć, co się dzieje: jest mnóstwo słów, ale coraz mniej prawdziwych relacji. Rozmawiamy dużo, ale często powierzchownie. Używamy wielkich słów: miłość, prawda, dobro, ale one tracą swoją wartość, bo nie idą za nimi czyny. Nawet o sprawach poważnych potrafimy mówić lekko, żartować ze zła, śmiać się z grzechu. Człowiek zaczyna się przyzwyczajać i przestaje widzieć, co jest naprawdę dobre, a co złe. I w to wszystko wchodzi dziś Jezus ze swoim słowem: „Kto Mnie miłuje, będzie zachowywał moje słowo”. Czyli nie wystarczy słuchać, nie wystarczy wiedzieć. Trzeba żyć tym słowem.
Niestety, częściej zdarza się, że bardziej słuchamy świata niż Boga. Bardziej liczymy się z opinią ludzi niż z tym, co mówi Ewangelia. Przez to pojawia się problem. Mówimy, że wierzymy, mówimy, że kochamy Boga, ale żyjemy po swojemu.
A Jezus mówi jasno: miłość poznaje się po tym, czy zachowujesz moje słowo.
To nie jest łatwe. Bo słowo Boże czasem wymaga. Czasem trzeba z czegoś zrezygnować. Czasem trzeba iść pod prąd. Czasem trzeba powiedzieć „nie”, kiedy inni mówią „tak”. Czasem trzeba mieć odwagę, żeby się nie zgodzić, żeby nie milczeć, żeby stanąć po stronie prawdy.
Na szczęście w tym naszym zagubieniu Jezus nie zostawia nas samych. Nasz Zbawiciel daje nam Ducha Świętego. Mówi: „Nie zostawię was sierotami”. Jako uczniowie Jezusa nie jesteśmy sami. Duch Święty daje siłę, pomaga podejmować dobre decyzje. Bez Niego trudno byłoby żyć według słowa Boga. To On uzdalnia nas do miłości, której sami z siebie często nie potrafimy. To On przemienia serce, daje łaskę, żeby przebaczyć, żeby powstać po upadku, żeby zacząć od nowa. Z Nim jest to możliwe.
Spróbujmy dziś spojrzeć bardzo konkretnie na swoje życie. Jak wygląda moje słuchanie słowa Bożego? Czy ja w ogóle sięgam po Pismo Święte? Czy pozwalam, żeby ono mnie zmieniało? Czy raczej wybieram tylko to, co mi pasuje? I wreszcie najważniejsze pytanie: czy moje życie jest zgodne z tym, co mówi Jezus? Bo na końcu nie chodzi o to, ile razy usłyszałem Ewangelię. Chodzi o to, czy nią żyłem.
„Kto Mnie miłuje, będzie zachowywał moje słowo”. To jest bardzo konkretne. To jest droga do szczęścia. Bo tylko życie według słowa Boga prowadzi do życia wiecznego.
Dlatego dziś nie chodzi tylko o decyzję jednego dnia. Chodzi o codzienny wybór: komu wierzę bardziej – Bogu czy światu. A zdanie, które warto zapamiętać, jest proste: wiara, która nie zmienia życia, jest tylko słowem – a nie spotkaniem z Jezusem.
o. Łukasz Baran CSsR
