Dzisiejsza Ewangelia zaprasza nas pod Cezareę Filipową, aby wysłuchać dialogu, który Jezus prowadzi ze swoimi uczniami. Postawione im pytanie: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?” prowadzi do wyznania wiary przez Szymona Piotra: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga Żywego”. Następnie Jezus powierza mu szczególną władzę pasterską wśród Apostołów: „Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Opoka] i na tej Opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (Mt 16,18-19). Wraz z tym wydarzeniem rozpoczyna się historia prymatu Piotra, którą dzisiaj w Kościele kontynuuje papież Leon XIV. Rozpoczyna się także nowa historia Piotra, prostego rybaka z Galilei.
Jezus zmienia Szymonowi imię, a to oznacza jedno: nadaje mu nowy cel w życiu. Teraz będzie Opoką, czyli Skałą, na której Chrystus będzie budował swój Kościół. Nie dlatego jednak, że Piotr sam z siebie jest mocny i niezachwiany, ale dlatego, że Chrystus wybiera go, umacnia i uzdalnia do tej misji. Mówiąc o kimś, że jest skałą, myślimy o osobie, która ma określone cechy charakteru. Jest to ktoś, kto jest silny, niezmienny, na kim można polegać w trudnych chwilach. Jest to ktoś, kto daje poczucie bezpieczeństwa i stabilności w trudnych momentach życia. Myślimy o kimś, kto nie ulega presji i nie da się łatwo złamać.
Czy te cechy charakteru tam, pod Cezareą Filipową, definiują Piotra jako skałę? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że tak. Stanowcza jego odpowiedź na pytanie, które Jezus postawił swoim uczniom: „A wy za kogo Mnie uważacie?” (Mt 16, 15), ukazuje Piotra jako osobę pewną siebie. Do tego stopnia, że chwilę później nie słucha Jezusa. Widzimy to w dalszym dialogu, w którym Jezus zapowiada, że musi pójść do Jerozolimy, aby tam oddać życie na krzyżu. Piotr upomina Jezusa: „Panie, niech Cię Bóg broni. Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie” (por. Mt 16,21-22). Pokazuje w ten sposób swoją niekonsekwencję, bo z jednej strony złożył deklarację, że Jezus jest Mesjaszem, a z drugiej upomina Go, aby nie godził się na śmierć krzyżową w Jerozolimie. Piotr rozpoznał, kim jest Jezus, ale jeszcze nie rozumiał, co oznacza być Mesjaszem. Nie potrafił jeszcze przyjąć, że droga Mesjasza prowadzi przez krzyż.
Może Piotr chce być silny i twardy jak skała, ale targają nim emocje. Został powołany do tego, aby być przy Jezusie, a gdy Mistrz zostaje pojmany, Piotr idzie za Nim z daleka. Nie ma go też pod krzyżem, na którym umiera Jezus. Wszystko to mogło rodzić w nim poczucie niegodności i grzeszności. Przy całej tej zmienności i niestałości Piotra jedno pozostaje niezmienne: przyjaźń Jezusa. Potwierdza ją Jezus po swoim zmartwychwstaniu, kiedy ukazuje się uczniom nad Jeziorem Tyberiadzkim. Wtedy Piotrowi powierza troskę o swoją owczarnię, przekazując mu odpowiedzialność pasterską i zapowiadając również, że i on poniesie śmierć, przez którą uwielbi Boga (por. J 21,15-19). Ostatecznie jego męczeńska śmierć staje się jego osobistym wyznaniem miłości i wierności Jezusowi. Ten, który nie umiał zgodzić się na mękę i śmierć swego Mistrza i próbował Go przed nią uchronić, sam ofiaruje swoje życie na krzyżu, na Jego wzór.
Historia Piotra uświadamia nam, że podobnych rzeczy Bóg chce dokonać w nas i poprzez nas. Dlatego zaprasza nas do postawienia sobie pytania: czy w historii Piotra nie odnajduję własnej historii życia?
Historii, w której doświadczamy również wiele sprzeczności i deklaracji, których nie wypełniamy. Nie raz deklarujemy wierność Bogu, a ciągle potykamy się o własne grzechy i błędy. W jednej chwili jesteśmy pełni zapału i ufności, a chwilę później lęk, zwątpienie albo własna słabość sprawiają, że oddalamy się od Boga?
Stawiamy siebie i własne siły ponad Pana Boga, mówiąc, że sami sobie w życiu poradzi. W tym wszystkim jedno jest pewne: w historii życia każdego człowieka przyjaźń Jezusa nie ustaje. Jest niezmienna i może uzdolnić człowieka do ostatecznego świadectwa miłości i wierności Jezusowi.
Siostry i Bracia! Może czasem sądzimy, że Bóg nie będzie miał z nas pociechy, że już nic dobrego nie możemy Mu ofiarować. Pomimo tego On dalej wiernie nam towarzyszy i wspiera. Umacnia naszego ducha, bo nie rezygnuje z nas, bo wciąż w nas wierzy. Nawet gdy my rezygnujemy z siebie, On z nas nie rezygnuje, On dalej w nas wierzy, tak jak wierzył w Piotra, którego pod Cezareą Filipową nazwał Skałą, na której zbudował swój Kościół. Nie dlatego jesteśmy skałą, że nigdy nie upadamy. Stajemy się nią wtedy, gdy pozwalamy Chrystusowi podnieść nas po każdym upadku i uczynić z naszego życia świadectwo Jego miłości.
Siostry i Bracia! Może czasem sądzimy, że Bóg nie będzie miał z nas pociechy, że już nic dobrego nie możemy Mu ofiarować. Pomimo tego On dalej wiernie nam towarzyszy i wspiera. Umacnia naszego ducha, bo nie rezygnuje z nas, bo wciąż w nas wierzy. Nawet gdy my rezygnujemy z siebie, On z nas nie rezygnuje, On dalej w nas wierzy, tak jak wierzył w Piotra, którego pod Cezareą Filipową nazwał Skałą, na której zbudował swój Kościół. Nie dlatego jesteśmy skałą, że nigdy nie upadamy. Stajemy się nią wtedy, gdy pozwalamy Chrystusowi podnieść nas po każdym upadku i uczynić z naszego życia świadectwo Jego miłości.
o. Witold Radowski CSsR
