Skip to content

XXVI Niedziela zwykła 27.09.2026

Nie słowa lecz czyny.

Dzisiejsza Ewangelia dotyka trudnego dla wielu katolików zagadnienia Bożej sprawiedliwości. Koresponduje ono z przypowieścią o synu marnotrawnym, a zwłaszcza ze słowami starszego brata skierowanymi do ojca: oto tyle lat ci służę, a ty zrównałeś mnie z tym, który roztrwonił twój majątek. Często słyszymy pytania: jak to jest, że ktoś całe życie żył jak poganin, popełniał straszne grzechy, pozostawał poza Kościołem, a nawet walczył z nim, a przed śmiercią nawrócił się i otrzymał rozgrzeszenie? Czy to jest sprawiedliwe? Ludzka logika w takiej sytuacji zawodzi. Logika Bożej sprawiedliwości natomiast jest inna. Bóg – miłosierny Ojciec – nigdy nie rezygnuje z walki o człowieka. Nie odtrąca nawet największych grzeszników. Walczy o każdego, aż do granicy swojej wszechmocy. A granicą Bożej wszechmocy jest wolność człowieka. Wolność, w imię której można wybrać wierność Bogu albo wystąpić przeciw Niemu. Bo człowiek może Bogu powiedzieć „nie”, może kamienować proroków, skazywać się na potępienie. Człowiek jest wolny, ale to przywołany św. Augustyn zapisał w Wyznaniach, że nie uspokoi się serce człowieka, dopóki nie napełni się Bogiem. Wielu pojmuje to dopiero na łożu śmierci.

W dzisiejszą niedzielę Bóg stawia pytanie: do którego z synów jest nam bliżej? Czy do tego, który tylko mówi, czy też do tego, który czyni? Jakim jestem pracownikiem w Bożej winnicy? Czy pamiętam, że wszystko, co mam, otrzymałem od miłosiernego Ojca, i że On upomni się kiedyś o swoją własność? Co czynię ze swoim życiem? Czy kierując się wiarą, wydaję owoce odpowiednie do mojego powołania i misji życiowej?

Miłosierny Ojciec ustami współczesnych proroków wciąż przypomina, że uczciwy pracownik w jego winnicy podąża jedyną i niezawodną drogą – to droga wiary, pokory, zaufania, dobra i miłosierdzia. Trzeba tą drogą iść aż do żniwa. Wtedy Gospodarz wyśle żniwiarzy, którzy chwast wrzucą w ogień nieugaszony, a pszenicę zbiorą i schowają do Bożego spichlerza.

Ks. Józef Kula