Skip to content

XXX Niedziela zwykła 25.10.2026

Różne są okoliczności i sytuacje, a także intencje, którym trzeba sprostać, odpowiadając na pytania natury religijnej i moralnej. Pozostając w nieustannej konfrontacji z saduceuszami, którym Jezus, podejmując sprawę zmartwychwstania, „zamknął usta”, faryzeusze postanowili skonfrontować Go także z ich przekonaniami. Ich intencje nie były czyste, skoro jeden z nich, uczony w Prawie, traktował swoje pytanie jako wystawienie Jezusa na próbę. Chciał usłyszeć tę odpowiedź, którą sam uznawał, sądził jednak, że może być inaczej, co utwierdziłoby go w jego przekonaniach, a zarazem podważyło autorytet Tego, do którego się zwracał. Ta podchwytliwa strategia nie jest jedynie sprawą odległej przeszłości, lecz powtarza się w każdym czasie, również obecnie. Wielu pytającym o sprawy religijne i moralne chodzi nie o poznanie prawdy, lecz o obronę ich poglądów i sposobu życia.

Uczony w Prawie na pewno znał prawidłową odpowiedź na pytanie: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?”. Wychowany w tradycji biblijnego Izraela dobrze wiedział, że odpowiedź na to pytanie stanowi jej trzon. Oczekiwał, że być może Jezus da się zwieść, co stałoby się jeszcze jednym pretekstem do oskarżenia Go i sprzeciwu wobec Jego mesjańskich roszczeń. Jezus bez wahania wskazał na dwa przykazania: miłości Boga i miłości bliźniego. Zdecydowane pierwszeństwo przyznał przykazaniu miłości Boga, ponieważ z niej wynika i nią się karmi obowiązek miłości bliźniego. Gdyby się odwróciło tę kolejność, miłość bliźniego straciłaby najgłębszą motywację. Sprowadzałaby się wtedy do wymiaru horyzontalnego, który dość łatwo pogrążyłby się w kryzysach i straciłby dynamikę. Przychodzą tu na myśl słowa św. Augustyna: „Gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, wtedy wszystko jest na swoim miejscu” – miłość bliźniego też.

Nie wiemy, jak zareagował rozmówca Jezusa. Niezależnie jednak od tego, jaka była jego reakcja, odpowiedź, której Jezus udzielił, nie wyczerpała całości postawionego problemu. Druga część „największego przykazania”, ta, która dotyczy miłości bliźniego, wymaga bowiem niezbędnego dopowiedzenia. Pojawia się ono w odpowiedzi na pytanie innego uczonego w Piśmie, zapisane w Ewangelii według św. Łukasza: „A kto jest moim bliźnim?” (Łk 10, 29). W żydowskim środowisku Jezusa bliźnim był wyłącznie inny Żyd, mający to samo pochodzenie etniczne i wyznający tę samą wiarę. Całe rzesze pozostałych ludzi nie były uznawane za bliźnich, co zwalniało wyznawców judaizmu z wielu obowiązków, które mieli wobec rodaków. Jezus odpowiedział na to pytanie nie wprost, lecz przypowieścią o miłosiernym Samarytaninie.

Wnioski, jakie stąd płyną, można streścić w stwierdzeniu, że nie wystarczy poprzestać na literze przykazań Bożych. Każde z nich potrzebuje właściwej interpretacji. To ona zabezpiecza poszczególne przykazania przed wypaczeniami wynikającymi z relatywizmu, który traktuje wszystko jako względne i podatne na debaty, oraz z subiektywizmu, w którym na czoło wysuwa się aroganckie przekonanie, że tylko ja mam rację. Właśnie w tym przedmiocie potrzebna i ważna jest rola Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. Wobec tendencji – nieobcych współczesnym „uczonym w Prawie” i teologom – rozmywających prawdy wiary i zasady moralne, jego zadaniem jest, jak podkreślił Benedykt XVI, ochrona i obrona wiary ludzi prostych.

Ks. prof. Waldemar Chrostowski