Skip to content

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego 17.05.2026

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego wyraża znamienny paradoks. Z jednej strony wskazuje na odejście zmartwychwstałego Pana, gdy w obecności Apostołów uniósł się w górę i „obłok zabrał Go im sprzed oczu”. Z drugiej – zawiera Jego obietnicę: „oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Ten paradoks odzwierciedla samo sedno wiary chrześcijańskiej, czyli zmysłową nieobecność pośród nas Boga, który objawił siebie w Jezusie Chrystusie, oraz Jego obecność i skuteczne wsparcie okazywane każdemu, kto z Nim związał swe życie i losy.

Wstępując do nieba, Jezus definitywnie zakończył najbardziej niezwykły czas w dziejach ludzkości, który nastał wraz z wcieleniem Syna Bożego wtedy, gdy Maryja wypowiedziała w Nazarecie: „Niech mi się stanie według słowa twego” (Łk 1, 38). Jezus jako człowiek został poczęty, urodził się i dorastał, a także musiał umrzeć. Ale Jego życie i śmierć nie należały jedynie do porządku naturalnego, co znalazło potwierdzenie w Zmartwychwstaniu. Przez 40 dni, które potem nastąpiły, Zmartwychwstały, ukazując się swoim uczniom, umocnił w nich dar niezłomnej wiary, że zostali wybrani do przeżycia absolutnie wyjątkowej obecności Boga, a zatem są powołani do dawania wiarygodnego świadectwa. W świecie, w którym żyjemy, fizyczna obecność Jezusa Chrystusa nie mogła trwać bez końca, co odróżnia doczesność od wieczności.

Na takim fundamencie trwa i umacnia się nasza nadzieja. Rozważając wskrzeszenie Jezusa z martwych i posadzenie Go przez Ojca „po swojej prawicy na wyżynach niebieskich”, św. Paweł Apostoł zwraca się do chrześcijan w Efezie, a zarazem do chrześcijan wszystkich czasów, składając życzenie: „Bóg Pana naszego, Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały (…) niech da wam światłe oczy serca, byście wiedzieli, czym jest nadzieja, do której On wzywa, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przeogromna Jego moc względem nas wierzących – na podstawie działania Jego potęgi i siły”. Te słowa niosą wezwanie nie tylko do głębokiej refleksji teologicznej, lecz także, a nawet przede wszystkim, do pobożnej kontemplacji i medytacji. Częsty błąd polega na tym, że poprzestajemy na dociekaniach w celu zrozumienia wiary, nie godząc się na pokorne uznanie, iż rzeczywistość Boga i Jego działania przerastają wszystkie nasze o Nim wyobrażenia i pokusy racjonalizacji wiary w Niego.

W Ewangelii według św. Mateusza pojawia się wzmianka, że będąc świadkami odejścia Jezusa, „niektórzy jednak wątpili”. Ale w co wątpili? Przecież nie w to, na co patrzyli i co widzieli. Kluczem do odpowiedzi na to pytanie są słowa Jezusa: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi”. Wniebowstąpienie nie oznacza porzucenia uczniów ani zdania ich wyłącznie na siebie. Podczas gdy oni, oddając Mu pokłon, obawiali się, że nie uniosą ciężaru i wyzwań świadczenia o Nim, Jezus zapewnia ich o radykalnie nowym sposobie swej obecności w świecie. Jego słowa wkrótce zyskają potwierdzenie, kiedy w dniu Zesłania Ducha Świętego niewielkie grono Apostołów stanie się zaczynem Kościoła.

Ks. prof. Waldemar Chrostowski

VI Niedziela Wielkanocna 10.05.2026

Dzisiejsza Ewangelia stawia przed nami bardzo proste, ale jednocześnie bardzo wymagające pytanie: czy ja naprawdę kocham Jezusa? Bo Jezus nie mówi dziś o uczuciach, nie mówi o pięknych deklaracjach, ale mówi konkretnie: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania” oraz „Kto Mnie miłuje, będzie zachowywał moje słowo”. A więc miłość do Boga nie polega tylko na tym, że przyjdę do kościoła, że się pomodlę, że coś poczuję. Prawdziwa miłość sprawdza się w codziennym życiu. Objawia się w tym, jak żyję, jakie podejmuję decyzje, jak traktuję drugiego człowieka.

Żyjemy dziś w świecie, w którym jest bardzo dużo słów. Każdy coś mówi, każdy coś komentuje, każdy ma swoją opinię. Telewizja, internet, smartfon – ciągle ktoś do nas mówi. My też ciągle coś mówimy. Piszemy wiadomości, komentujemy, odpowiadamy, czasem bardzo szybko, bez zastanowienia. Ile razy zdarzyło się, że ktoś coś napisał, a potem żałował? Ile razy słowo kogoś zabolało? Ile razy sami zostaliśmy zranieni przez czyjeś słowa?

Warto spojrzeć na swoje życie i zobaczyć, co się dzieje: jest mnóstwo słów, ale coraz mniej prawdziwych relacji. Rozmawiamy dużo, ale często powierzchownie. Używamy wielkich słów: miłość, prawda, dobro, ale one tracą swoją wartość, bo nie idą za nimi czyny. Nawet o sprawach poważnych potrafimy mówić lekko, żartować ze zła, śmiać się z grzechu. Człowiek zaczyna się przyzwyczajać i przestaje widzieć, co jest naprawdę dobre, a co złe. I w to wszystko wchodzi dziś Jezus ze swoim słowem: „Kto Mnie miłuje, będzie zachowywał moje słowo”. Czyli nie wystarczy słuchać, nie wystarczy wiedzieć. Trzeba żyć tym słowem.

Niestety, częściej zdarza się, że bardziej słuchamy świata niż Boga. Bardziej liczymy się z opinią ludzi niż z tym, co mówi Ewangelia. Przez to pojawia się problem. Mówimy, że wierzymy, mówimy, że kochamy Boga, ale żyjemy po swojemu.

A Jezus mówi jasno: miłość poznaje się po tym, czy zachowujesz moje słowo.

To nie jest łatwe. Bo słowo Boże czasem wymaga. Czasem trzeba z czegoś zrezygnować. Czasem trzeba iść pod prąd. Czasem trzeba powiedzieć „nie”, kiedy inni mówią „tak”. Czasem trzeba mieć odwagę, żeby się nie zgodzić, żeby nie milczeć, żeby stanąć po stronie prawdy.

Na szczęście w tym naszym zagubieniu Jezus nie zostawia nas samych. Nasz Zbawiciel daje nam Ducha Świętego. Mówi: „Nie zostawię was sierotami”. Jako uczniowie Jezusa nie jesteśmy sami. Duch Święty daje siłę, pomaga podejmować dobre decyzje. Bez Niego trudno byłoby żyć według słowa Boga. To On uzdalnia nas do miłości, której sami z siebie często nie potrafimy. To On przemienia serce, daje łaskę, żeby przebaczyć, żeby powstać po upadku, żeby zacząć od nowa. Z Nim jest to możliwe.

Spróbujmy dziś spojrzeć bardzo konkretnie na swoje życie. Jak wygląda moje słuchanie słowa Bożego? Czy ja w ogóle sięgam po Pismo Święte? Czy pozwalam, żeby ono mnie zmieniało? Czy raczej wybieram tylko to, co mi pasuje? I wreszcie najważniejsze pytanie: czy moje życie jest zgodne z tym, co mówi Jezus? Bo na końcu nie chodzi o to, ile razy usłyszałem Ewangelię. Chodzi o to, czy nią żyłem.

„Kto Mnie miłuje, będzie zachowywał moje słowo”. To jest bardzo konkretne. To jest droga do szczęścia. Bo tylko życie według słowa Boga prowadzi do życia wiecznego.

Dlatego dziś nie chodzi tylko o decyzję jednego dnia. Chodzi o codzienny wybór: komu wierzę bardziej – Bogu czy światu. A zdanie, które warto zapamiętać, jest proste: wiara, która nie zmienia życia, jest tylko słowem – a nie spotkaniem z Jezusem.

o. Łukasz Baran CSsR

V Niedziela Wielkanocna 03.05.2026

1. Ja jestem drogą – powiedział Jezus. To ważne. Nie po wiedział, że jest celem drogi, jej kresem czy czymś podobnym. Nie powiedział też, że jest odpoczynkiem po drodze, po trudach pielgrzymowania. Nic podobnego! Jezus po wiedział, że jest Drogą. A więc tym wszystkim, co dzieje się w człowieku, który żyje i idzie przez życie. Jezus jest z nim. Jest z nami, z każdym z nas. Jezus jest ze mną, kiedy ruszam w drogę życia, kiedy jestem zmęczony, poraniony, kiedy jestem pełen nadziei, że będzie dobrze czy nawet lepiej. Ale też wtedy, kiedy nadzieje mnie opuszczają, kiedy dawni przyjaciele stają się moimi nieprzyjaciółmi, kiedy mnie oskarżają lub skazują. Szczególnie wówczas Jezus jest moim wiernym Przyjacielem, który mnie nie opuszcza, nie zdradza, nie wypiera się mnie nawet wtedy, kiedy grzeszę. Ponieważ nazwał się Drogą, Jezus jest zawsze ze mną na drodze życia. Jest wszystkim, co na niej pozytywne. Nie idę więc do Jezusa, ale idę z Jezusem. Nigdy nie jestem sam, opuszczony, porzucony. Warto o tym wiedzieć, szczególnie w chwilach trudnych. Ponieważ życie jest walką z grzechem, z pokusami, z atakami złego ducha, Jezus pomaga mi w tej walce, wzmacnia moje siły lub opatruje moje rany. Ponieważ Jezus nazwał się Drogą, jest zawsze z człowiekiem. Nie ma w ludzkim życiu takiej sytuacji, w której On nie byłby obecny. Jest nawet w życiu tego, kto grzeszy, kto z Bogiem walczy, kto chce zniszczyć Jego Kościół. Także z takim człowiekiem jest Bóg, sugerując na różne sposoby, aby się nawrócił, zszedł z drogi zła. Pismo Święte zawiera wiele wskazań o drodze. Mówi wiele na temat dróg i ścieżek. Wszystkie one kumulują się w Jezusie, który nazwał się Drogą.

2. Ja jestem prawdą – dodaje Zbawiciel. Nie mówi, że po wie nam, czym jest prawda, że nam ją wskaże, że nas jej na uczy. Nic podobnego! Mówi natomiast, że On jest Prawdą. Jezus utożsamia się z prawdą. Nie pozna się Boga inaczej, jak tylko we wspólnocie z Nim. Nie wystarczy mówić o Bogu, pisać o Nim mniej czy bardziej mądre traktaty, rozprawiać filozoficznie o tym, kim jest, a kim nie. Boga poznaje się naj lepiej i najbardziej, kiedy nawiązuje się z Nim wspólnotę życia. Prawda to nie wyłącznie zgodność tego, co się mówi, z rzeczywistością, z faktami, z przekonaniem o rzeczywistości. To nie tylko brak kłamstwa. Prawda to także jakiś rodzaj duchowej podstawy pod życie albo to, co życiu i temu, co ono z sobą niesie, nadaje sens, jakby „rozgrzewała” serce i umysł, rozpalała je do czynienia dobra, miłości i sprawiedliwości. Jednym słowem, prawda rodzi do życia, niczym wiosna, która rozbudza śpiącą na turę. Włoskie określenie prawdy (verità) ma ten sam rdzeń co słowo „wiosna” (ver-veris). A zatem prawda ma wiele z wio sny. Kto żyje w prawdzie, jest pełen radości i życia. Jaśnieje od słońca. Przywraca radość tam, gdzie jest smutek. Dzieje się tak, bo skoro Jezus nazwał siebie także drogą i życiem, to wszędzie tam, gdzie On jest, obecna jest też radość, nadzieja, przyjaźń, zgoda, pojednanie, czyli wszystko to, co stano wi o prawdziwym, autentycznym, pełnym życiu. I odwrotnie: gdzie brak prawdy, umiera życie, zanika radość, gaśnie nadzieja. Ludzie zaczynają ze sobą walczyć, bać się jedni drugich, unikać siebie. Każdy więc, kto walczy z Bogiem, zwalcza też i prawdę. Jej miejsce zajmuje wówczas kłamstwo.

3. Ja jestem życiem – kończy Jezus. Czy jesteśmy w stanie opisać w pełni, czym jest życie? Myślę, że to niemożliwe. Jezus nie mówi, że wskaże nam drogę prowadzącą do życia, ale że On sam jest Życiem. Prawdziwie żyje się wyłącznie we wspólnocie z Jezusem, który jest Życiem i źródłem życia dla innych. Dlatego mówił: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię (Mt 11, 28). Nasze prawdziwe życie nie jest w nas, ale poza nami. Kto o tym nie wie lub to ignoruje, ten nie żyje naprawdę. Wydaje mu się, że żyje, ale wyłącznie egzystuje. Kogoś takiego łatwo złamać może cierpienie, które przychodzi znienacka, choroba, która nie puka i nie pyta, czy ma pozwolenie na wejście. Tylko ten, kto żyje we wspólnocie z Jezusem-Życiem, zdoła pokonać różnego rodzaju przeciwności losu, wyjść zwycięsko z każdej sytuacji. Jest w stanie pokonać nawet śmierć, wszak wierzy w Chrystusa, który zmartwychwstał. Ponieważ Jezus jest Drogą, dlatego ten, kto w Niego wierzy, kto idzie przez życie razem z Nim, nie stoi w miejscu, nie jest bierny, ale działa. Jest w drodze. Rozwija się. Poznaje prawdę o sobie i świecie, poznaje prawdę o Bogu. Ktoś taki kocha siłą Bożej miłości. Przebacza dzięki Jego łasce. Podnosi siebie i innych, którzy upadają, mocą, którą otrzymuje od Boga, Przyjaciela, Miłośnika życia. Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Nie można więc żyć prawdziwie poza Jezusem. Nie można być szczęśliwym w życiu, lekceważąc Chrystusa. I poza Nim, Zbawicielem, nie ma innego, bardziej pewnego oparcia w trudnościach, jakie niesie życie, kiedy zdąża do celu. Bóg jest autentyczną Wiosną. Tylko we wspólnocie z Nim człowiek może bujnie rozkwitać i wydawać owoce. Panie! Bądź dla mnie drogą, prawdą i życiem!

O. prof. Zdzisław Kijas

Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski

Główne uroczystości ku czci Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski odbędą się w tym roku na Jasnej Górze w sobotę 2 maja (a nie jak zwykle 3 maja) z uwagi na przypadającą dzień później V Niedzielę Wielkanocną.

3 maja Kościół katolicki w Polsce obchodzi uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski. Nawiązuje ona do ważnych wydarzeń z historii Polski: obrony Jasnej Góry przed Szwedami w 1655 r., ślubów króla Jana Kazimierza – powierzenia królestwa opiece Matki Bożej, a także do uchwalenia Konstytucji 3 Maja.

Uroczystość została ustanowiona na prośbę biskupów polskich po odzyskaniu niepodległości po I wojnie światowej. Oficjalnie święto obchodzone jest od 1923 r. W 1920 r. zatwierdził je dla Kościoła w Polsce papież Benedykt XV. Po reformie liturgicznej w 1969 r. święto zostało podniesione do rangi uroczystości.

Święto wyraża wiarę narodu w szczególną opiekę Bożą, jakiej Polacy doświadczali i doświadczają za pośrednictwem Maryi. Jej kult jako Królowej Polski jest bardzo stary. Przykładem może być „Bogurodzica”, najstarsza polska pieśń religijna, która przez wieki pełniła rolę narodowego hymnu.

W czasie najazdu szwedzkiego, 1 kwietnia 1656 r. w katedrze lwowskiej, przed cudownym wizerunkiem Matki Bożej Łaskawej król Jan Kazimierz złożył uroczyste Śluby, w których m.in. zobowiązywał się szerzyć cześć Maryi, wystarać się u papieża o pozwolenie na obchodzenie Jej święta jako Królowej Korony Polskiej, a także zająć się losem chłopów i zaprowadzić w państwie sprawiedliwość społeczną.

Temu uroczystemu wydarzeniu towarzyszyło odśpiewanie litanii do Najświętszej Panny. Nuncjusz apostolski dodał do tej modlitwy wezwanie „Królowo Korony Polskiej, módl się za nami”, które zgromadzeni biskupi i senatorowie trzykrotnie powtórzyli.

Szczególne związanie kultu Maryi, Królowej Korony Polskiej, z Jasną Górą nastąpiło 8 września 1717 r., kiedy to dokonano koronacji jasnogórskiego obrazu, co uznano za koronację Maryi na Królową Polski.

Wezwanie „Królowo Polski” zostało na stałe wpisane do Litanii Loretańskiej w 1908 r., kiedy zezwolił na to papież Pius X. W tym samym roku ustanowił on też święto Królowej Polski dla diecezji lwowskiej.

Po uzyskaniu niepodległości przez Polskę biskupi zwrócili się do Stolicy Apostolskiej z prośbą rozszerzenia tego święta na cały kraj. Jako datę zaproponowano dzień 3 maja, na pamiątkę pierwszej polskiej Konstytucji, która realizowała część ślubowań króla Jana Kazimierza. Święto zatwierdzone zostało oficjalnie w 1920 r. przez papieża Benedykta XV.

W 300. rocznicę królewskich ślubów, nową ich wersję opracował przebywający wówczas w miejscu internowania Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński.

Jasnogórskie Śluby Narodu – po uwolnieniu Prymasa – złożył uroczyście na Jasnej Górze Episkopat Polski 26 sierpnia 1956 r. w uroczystość Matki Boskiej Częstochowskiej w obecności miliona wiernych. 10 lat później, 3 maja 1966 r. tam właśnie odbyły się centralne uroczystości milenijne chrztu Polski. Dokonano wówczas aktu zawierzenia Matce Bożej i powierzenia narodu polskiego Jej opiece na kolejne 1000 lat.

Nabożeństwa Majowe

Miesiąc maj to czas maryjnych nabożeństw, podczas których nie tylko w świątyniach, ale i przy kapliczkach lub przydrożnych figurach rozbrzmiewa Litania do Najświętszej Maryi Panny, popularnie nazywana Litanią Loretańską. Jaka jest jej historia i co kryje się w niekiedy tajemniczo brzmiących określeniach, takich jak: „Domie złoty” czy „Wieżo z kości słoniowej”? Litanie ku czci Matki Bożej pojawiły się już w średniowieczu. Litania do Maryi, którą i my dziś wypowiadamy, w swym podstawowym zarysie znana była pod koniec XII wieku. Niektóre wezwania skierowane do Maryi znajdowały się w ówczesnej Litanii do Wszystkich Świętych. Wciąż dodawano jednak nowe maryjne tytuły, które utworzyły odrębną litanię. Z czasem zaczęto nazywać ją Litanią Loretańską. Skąd się wzięła taka nazwa?

Litania zwana jest „loretańską” od włoskiego miasteczka Loreto, które stało się słynne głównie za sprawą maryjnego sanktuarium z XIII wieku. Wielu z nas zapewne wie, że przeniesiono do niego Domek Nazaretański, w którym przyszła na świat Matka Boża. Właśnie tam litania do Matki Najświętszej była szczególnie propagowana i odmawiana przez pielgrzymów, i dlatego zaczęto ją nazywać Litanią Loretańską. Po raz pierwszy litania ta ukazała się drukiem w 1572 r. we Florencji – zawierała wówczas 43 wezwania – natomiast pierwszą wzmiankę o niej w oficjalnych dokumentach Kościoła znajdziemy w 1581 r.

Litania Loretańska zaczyna się od wezwań: Kyrie eleison, Chryste eleison oraz inwokacji do Osób Trójcy Świętej. To bardzo ważne, bo niejako ustawia właściwie naszą modlitwę, przypominając, że ostatecznie kierujemy ją zawsze do samego Boga i Jego prosimy o zmiłowanie. Modlitwa do Maryi i świętych ma inny charakter niż ta do Stwórcy. Jest ona prośbą o wstawiennictwo, dlatego powtarzamy zwrot: „Módl się za nami”. Należy pamiętać, że wszystkie litanijne wezwania ukazują Maryję obecną w historii zbawienia. Przywoływane w tej modlitwie maryjne tytuły wywodzą się najczęściej, choć nie tylko, ze Starego Testamentu.

W Litanii Loretańskiej możemy wyróżnić trzy wątki. Pierwszy z nich, który rozpoczyna wezwanie: „Święta Maryjo”, można określić jako dogmatyczny. Skupia się on wokół dwóch podstawowych dogmatów maryjnych: macierzyństwa i dziewictwa. To swoiste przedstawienie Maryi i przypomnienie, że jest Świętą Bożą Rodzicielką, a jednocześnie, że w swej dziewiczości jest w pełni oddana w miłości Bogu. W tej części litanii Maryja Matka i Dziewica jawi się przede wszystkim jako wybrana przez Stwórcę do realizacji zbawczych planów.

Drugi wątek Litanii Loretańskiej, który rozpoczyna wezwanie: „Zwierciadło sprawiedliwości”, a kończy „Wspomożenie wiernych”, ukazuje doskonałość i piękno Matki Bożej. Występujące tu wezwania odwołują się do cnót Dziewicy z Nazaretu i wskazują na Nią jako na wyjątkową pomoc dla chrześcijańskiego ludu. Możemy tu znaleźć kilka z tych może najbardziej tajemniczo brzmiących dla wielu z nas wezwań o starotestamentalnych korzeniach. Dla przykładu przyjrzyjmy się niektórym z nich. Wezwanie „Wieżo z kości słoniowej” nawiązuje do Pieśni nad pieśniami. Kość słoniowa stanowi szlachetny i bardzo trwały, niezawodny materiał, a wieża kojarzy się z obroną i siłą, z górowaniem nad ziemią. Symbolicznie wskazuje to na fakt, że Maryja jest dla nas obroną przed atakami złego ducha. W innym wezwaniu nazywamy Maryję „Arką przymierza”. To nawiązanie do skrzyni, w której Izraelici przechowywali tablice z Bożymi przykazaniami. Był to symbol przymierza z Bogiem i znak Jego obecności wśród ludzi. Litania Loretańska ukazuje więc Maryję jako Tę, która jest nową „Arką”, bo nosiła w sobie Jezusa. Zwróćmy uwagę również na wezwanie „Gwiazdo zaranna”. Tak określano w starożytności planetę Wenus, która jest widoczna nad horyzontem, zanim wzejdzie Słońce. Możemy zatem powiedzieć, że litanijne wezwanie wskazuje na to, iż Maryja przez swoje niepokalane poczęcie jest zwiastunką nadchodzącego odkupienia.

Trzeci, ostatni wątek tematyczny litanii, zaczynający się od tytułu „Królowo Aniołów”, można nazwać ostatecznym. Przywołujemy w nim Matkę Bożą jako uwielbioną Królową wszystkich zbawionych oraz tych, którzy jeszcze zmagają się z ziemskimi słabościami. Ona, będąc Królową Aniołów i Wszystkich Świętych, jest także Królową pokoju, naszych rodzin, i co ważne dla naszego narodu – Królową Polski, naszej ziemskiej ojczyzny.

Przyzywajmy więc obecności oraz wstawiennictwa Maryi nie tylko w maju, ale zawsze. Aby czynić to jeszcze mądrzej – „dojrzalej duchowo”, otwierając księgę Pisma Świętego, ale i odwołując się do historii Kościoła, odkrywajmy głębokie, biblijne i teologiczne znaczenie wezwań, które kierujemy do Matki Bożej.

IV Niedziela Wielkanocna – Niedziela Dobrego Pasterza 26.04.2026

Dzisiejsza niedziela, zwana Niedzielą Dobrego Pasterza, już od ponad sześćdziesięciu lat obchodzona jest jako Światowy Dzień Modlitw o Powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego. Ten szczególny dzień modlitwy chcemy rozszerzyć na cały tydzień, aby przez siedem kolejnych dni, jeszcze intensywniej niż zwykle, modlić się o to, by w Kościele nie zabrakło nowych kapłanów i osób konsekrowanych, którzy zechcą oddać swoje życie na służbę Bogu i ludziom.

Kiedy byłem dzieckiem, Ewangelia o Dobrym Pasterzu kojarzyła mi się z obrazem przedstawiającym Jezusa niosącego na swych ramionach owieczkę. Taki ciepły wizerunek Jezusa – troskliwego, delikatnego, uśmiechniętego i w pięknych szatach. Gdy byłem nastolatkiem, widziałem Jezusa w koronie cierniowej, zakrwawionego i dźwigającego na ramionach nie owieczkę, ale ciężki krzyż.

Każdy z tych obrazów, choć diametralnie różny, niesie to samo przesłanie – Bogu zależy na mnie! Gdy jako niesforna owca chcę iść przez życie po swojemu, z dala od Niego, gdy za cenę przyjemności i ulotnego szczęścia rezygnuję z prawdziwej wolności – On znajduje sposób, by mnie odnaleźć. Gotów jest na wszystko, nawet na śmierć, żebym tylko ja mógł być wolny, szczęśliwy, zbawiony. Dziś, gdy słucham tej Ewangelii jako kapłan, widzę na tym obrazie siebie niejako w podwójnej roli – owcy i pasterza. Widzę siebie biegnącego obok Jezusa, ale nie zawsze pozwalającego się wziąć na ramiona. Widzę owcę, która zna Jego głos, ale nie zawsze chce Go słuchać, bo woli słuchać samej siebie i realizować swoją wizję wędrówki do nieba. Widzę Jezusa, który musi się nieźle nagimnastykować, by utrzymać mnie na właściwej ścieżce. Oddając w kapłaństwie swoje życie do dyspozycji Jezusowi, wiem, że mam być Jego naśladowcą, mam być do Niego podobny, że jak na tym obrazie tak jak On mam być pasterzem. Mam czynić wszystko dla owiec: znać je i wołać po imieniu, prowadzić bezpiecznie, a kiedy trzeba – przenieść przez niebezpieczne zarośla. Widzę, jak trudne to zadanie – bo nie każda owieczka chce iść we wskazanym kierunku, nie każda chce pozwolić na to, by jej pomóc. Patrzę na ten obraz i proszę Jezusa, by dodał mi sił, bym nie zrezygnował, ale był cierpliwy jak On, bym kochał jak On, bym wciąż szukał sposobu, by uratować owce, bym był gotów nawet na stratę, byle tylko owce znalazły życiodajne pastwisko. Niełatwe to zadanie, ale ilekroć przychodzą zniechęcenie i pokusa, by jak najemnik porzucić starania i wieść wygodne życie, wracam do obrazu niesfornej owieczki, którą sam jestem, a której cierpliwie poszukuje Jezus. I już wiem, że sensem relacji pasterz-owca jest miłość, która daje swoje życie nie tylko za drugiego, ale i drugiemu. Składa swoje życie w ręce kochanej osoby nie dlatego, że chce coś ugrać, osiągnąć, ale dlatego, że chce, by była szczęśliwa.

Jezus złożył swoje życie w naszych dłoniach. Co uczynimy z tym darem?

Dziś słuchasz tej Ewangelii i ty, który może nie jesteś księdzem, ale jesteś ojcem, matką, wujkiem, matką chrzestną, przyjacielem, szefem w pracy… masz wokół siebie tyle osób, które liczą na ciebie, dla których jesteś niczym pasterz. Kogo dziś powinieneś wziąć na ramiona? Komu dać swoje życie? Obyśmy nie uciekli, widząc rozwścieczone wilki, ale mieli w sobie odwagę, by walczyć. Trudne to zadanie, ale możliwe do wykonania, jeśli pozwolimy na to, by Jezus nas ratował w sakramencie pokuty i pojednania.

Ks. Paweł Borowski

Informacja w sprawie loterii fantowej przy naszym kościele.

Poprzednia informacja została spowodowana brakiem wcześniejszych ustaleń Pani Doroty Tomaszkiewicz z księdzem proboszczem.

W sprawie fantów nadal prosimy zwracać się do Pani Krystyny Augustyńskiej, która organizuje loterię fantową co roku już od wielu lat.

Trzecia Niedziela Wielkanocna 19.04.2026

Ten piękny tekst Ewangelii wg św. Łukasza, wielokrotnie przytaczany w okresie wielkanocnym, jest odzwierciedleniem przeżyć nie tylko Apostołów, ale chyba też każdego z nas. Choć droga uczniów trwała zaledwie jeden dzień, to fragment ten często jest streszczeniem całego naszego życia i relacji między nami a Jezusem. Każdy z nas ma swoje plany i oczekiwania. Niejednokrotnie chcemy układać życie po swojemu. Często jednak nic z tego nie wychodzi. Nieraz nawet rozmawiamy o swoich planach z Jezusem, przypominając Mu, że to nasza wola ma się wypełniać, a nie Jego. Im bardziej stawiamy na siebie, tym bardziej jesteśmy tym zaślepieni i nie dostrzegamy Chrystusa. Im bardziej dochodzą do głosu mój egoizm i moja pycha, tym mniej dostrzegam Jezusa. Jak mówi Ewangelista, „oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali”. Gdy idziemy przez życie, czasem nam się wydaje, że Boga nie ma obok nas. Problem jednak jest nie w tym, czy On jest, ale w tym, czy umiem Go dostrzec. Bóg, idąc koło nas, nie chce się chować, ale cierpliwie czeka, aż będziemy gotowi, aby z Nim rozmawiać. Zanim jednak zaczniesz do Niego mówić, najpierw Go posłuchaj. Uczniowie wyrazili swoje, powiedzielibyśmy, bolączki związane ze śmiercią Jezusa, swoje oczekiwania i nadzieje, rozumiane, oczywiście, po swojemu. Rzeczywistość zweryfikowała ich patrzenie dość okrutnie. Do ich dobrze ułożonego planu na życie dochodzi jeszcze głos kobiet, mówiących, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniali, iż Jezus żyje. Mimo że doświadczyli w wielu cudach Jego nadprzyrodzonej mocy, w zmartwychwstanie uwierzyć nie mogli. Może nawet byli już pogodzeni ze śmiercią Jezusa, ponieważ wiadomość o tym, że żyje, wywołała w nich niepokój. Jakby Jezus nie chciał ich zostawić w spokoju, ale ciągle czymś zaskakiwał. Jak tylko coś już się ułożyło, pogodziliśmy się z czymś, pojawia się kolejna „trudność”. Czasem nam się wydaje, że jesteśmy blisko Boga, i pewnie tak bywa. Apostołowie byli blisko Niego. Ale przychodzi dzień refleksji, w którym i sam Jezus nami „potrząśnie”, może, mówiąc delikatnie: „o nierozumni”, a czasem i mocniej. Zacznij w końcu wierzyć – wierzyć naprawdę. Zmartwychwstanie to nie bajka, to rzeczywistość; nieśmiertelność jest rzeczywistością przygotowaną dla każdego z nas. Po co jesteś uczniem Jezusa? Właśnie po to, aby żyć wiecznie. Spójrz: od początku, od Mojżesza, przez wszystkich proroków o to właśnie chodzi Bogu, byś uwierzył w życie wieczne. Życie, które daje wiara w Jezusa Chrystusa Zmartwychwstałego. Gdzie dokonuje się jej uobecnienie i jednocześnie budzi się nadzieja na jej dopełnienie? W Chrystusie obecnym w Eucharystii. Choć wielu teologów spiera się o to, czy w Emaus była Eucharystia, czy nie, to Apostołowie poznali Go przy łamaniu chleba. W zbliżaniu się do Chrystusa przychodzi nieraz moment ciemności, wtedy Apostołowie wołali – a i my wraz z nimi wołamy: „Zostań z nami, Panie, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił”. Doświadczamy całkowitej niemocy i ciemności umysłu, serca i wiary i wołamy: PANIE! Eucharystia rozjaśnia nasz umysł i nasze serce. To podczas niej rozeznajemy wszystko to, co nas dotyka i czego doświadczamy. W Eucharystii wracamy do momentu, w którym zrodziła się nasza wiara. Do momentu, kiedy zagubiliśmy istotę relacji z Bogiem. Do Jeruzalem. Do wspólnoty, do braci, do tych, którzy także, tak jak my, powiedzą: „Pan rzeczywiście zmartwychwstał”.

O. Waldemar Pastusiak

Święto Miłosierdzia Bożego 12.04.2026

…W Nim jest zbawienie, życie i zmartwychwstanie nasze…

„On wywyższony na krzyżu, w swojej nieskończonej miłości ofiarował za nas samego siebie – modli się Kościół słowami prefacji we Mszy o Najświętszym Sercu Pana Jezusa – z Jego przebitego boku wypłynęła krew i woda, i tam wzięły początek sakramenty Kościoła, aby wszyscy ludzie pociągnięci do otwartego Serca Zbawiciela, z radością czerpali ze źródeł zbawienia”. Na przebity bok, jako źródło miłosierdzia, wskazywał Chrystus, gdy mówił do św. Faustyny: „rana serca mojego jest źródłem niezgłębionego miłosierdzia” (Dzienniczek nr 1190). Owa rana – przebity bok i serce, staje się dla całej ludzkości źródłem miłosierdzia Bożego. Na znanym nam dobrze obrazie Jezusa Miłosiernego „Jezu, ufam Tobie” z przebitego boku Chrystusa wypływają promienie: blady i czerwony. Chrystus wyjaśnia Faustynie, co one oznaczają, mówiąc: „Te dwa promienie oznaczają krew i wodę – blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze; czerwony promień oznacza krew, która jest życiem dusz…” (Dzienniczek nr 299). Owo wyjaśnienie odwołuje się do fragmentu z 1 Listu św. Jana (1 J 5,6) o Jezusie Chrystusie, który przyszedł przez wodę i przez krew, a przede wszystkim do Janowego opisu męki Pańskiej (J 19,34), według którego krew i woda wytrysnęły z przebitego boku Jezusa. W innym miejscu Dzienniczka Chrystus zachęca: „niech korzystają z krwi i wody, która dla nich wytrysła” (Dzienniczek nr 848). Szczególną łaskę zaś obiecuje Chrystus tym, którzy przystąpią do Źródła Życia w święto Bożego Miłosierdzia. W Kościele polskim już od 1995 r., a w Kościele powszechnym od roku 2000 niedziela kończąca oktawę Zmartwychwstania Pańskiego obchodzona jest jako Niedziela Miłosierdzia Bożego. Ziściły się starania „Sekretarki Bożego Miłosierdzia”, która wielokrotnie w swoim Dzienniczku mówiła o tym życzeniu Chrystusa, aby druga niedziela wielkanocna była świętem Bożego Miłosierdzia. „Dusze giną mimo mojej gorzkiej męki. Daję im ostatnią deskę ratunku, to jest święto miłosierdzia mojego. Jeżeli nie uwielbią miłosierdzia mojego, zginą na wieki. Sekretarko mojego miłosierdzia, pisz, mów duszom o tym wielkim miłosierdziu moim” (Dzienniczek nr 965). Wybór tej niedzieli, jak i również wyraźne życzenie Jezusa, aby kapłani głosili kazania o miłosierdziu Bożym, wskazuje jasno, że w planach Bożych istnieje ścisły związek między tajemnicą Odkupienia a tym świętem. Przystępującym tego dnia do Komunii św., Chrystus obiecuje: „dostąpienia zupełnego odpuszczenia win i kar” (Dzienniczek nr 300 i 699), czyli takiej łaski, jaką otrzymujemy tylko w sakramencie chrztu świętego.

Formami kultu Bożego Miłosierdzia są: święto Bożego Miłosierdzia, obraz Jezusa Miłosiernego, Koronka do Bożego Miłosierdzia, Godzina Miłosierdzia. Istota nabożeństwa zawiera się w dwóch słowach: ufność i miłosierdzie. Ufność w miłosierdzie jest absolutnie konieczna przy każdym akcie tegoż nabożeństwa. Wszystko to, co czynimy podejmując jedną z wymienionych powyżej form modlitwy posiada ważność i skuteczność jedynie wtedy, gdy jest wyrazem ufności. Praktykowanie zaś miłosierdzia względem bliźnich poprzez czyn, słowo i modlitwę, jest konieczne do skuteczności nabożeństwa, czyli otrzymania przypisanych do niego łask. Tak więc te dwa warunki określają i sposób realizacji wszystkich form nabożeństwa. „Chwałą naszą jest krzyż Pana naszego Jezusa Chrystusa – w Nim jest zbawienie, życie i zmartwychwstanie nasze, przez Niego jesteśmy zbawieni i oswobodzeni”. Orędzie mesjańskie Chrystusa oraz cała działalność wśród ludzi kończy się krzyżem i zmartwychwstaniem. Właśnie w krzyżu i powstaniu z martwych objawia się dla człowieka miłosierdzie. W owym Misterium Paschalnym „Chrystus objawił Boga miłosiernego właśnie przez to, że jako drogę do zmartwychwstania przyjął krzyż – pisze w encyklice Dives in misericordia Jana Paweł II, dlatego – kiedy pamiętamy o krzyżu Chrystusa, o Jego mące i śmierci – wiara i nadzieja nasza koncentruje się na Zmartwychwstałym” (DM 8).

Ks. Mariusz Majewski

Wielkanoc 05.04.2026

Z dzisiejszej Ewangelii.

Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono. Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. (…) Wszedł on [Szymon Piotr] do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył.
(J 20, 1-9)

Rozważanie (ks. Mariusz Słupczyński)

Nie znajdziesz tutaj ludzkiej logiki. Tu jest Boża logika miłości. Grób jest pusty. Życie zwyciężyło śmierć. Nie ma Go tam. Zmartwychwstał. Można czytać Pismo Święte i wiedzieć wszystko o Jezusie, a tak naprawdę nie znać Go w swoim codziennym życiu. Jedynie miłość pozwala poznać. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Jeśli ten świat istnieje i jest możliwy, dlaczego Zmartwychwstanie miałoby być niemożliwe? Poznali Go dopiero przy łamaniu chleba. Otworzyły im się oczy. Co w naszym życiu musi się wydarzyć, by i nam otworzyły się oczy? Co musi się wydarzyć, byśmy Go poznali, zobaczyli, pokochali i już nigdy nie wątpili?